16 marca, 2025

Najwyższy stopień wyczerpania

To był nieprawdopodobny trzask łamiących się drzew. Popatrzyłam w stronę wzgórza Pianorosso skąd dochodził hałas i zamarłam. Zupełnie jak na filmach katastroficznych. Apokalipsa, zombie czy inne kataklizmy... Najprawdziwszy armagedon. Kolejna część góry osunęła się zostawiając otwartą ziemistą ranę.

Co znajdziesz w tym artykule?

Nawałnica cichnie...

Sobotni ranek mimo prognoz zapowiadających już tylko lekki deszcz, z lekkością nie miał nic wspólnego. Dopiero o 12.00 pierwsze promienie słońca przebiły się przez szarą jak mocno zużyta szmata do podłogi warstwę chmur i nagle zrobiło się całkiem przyjemnie. To nagle jednak miało drugą twarz i tak jak nagle wyszło słońce, tak też nagle się schowało i z nieba sypnęło dla odmiany gradem. Jako dowód można zobaczyć krótkie nagranie na moim Instagramie. 

Na dobre wypogodziło się dopiero o 15.00. Nareszcie można było wyjść z domu i iść odwiedzić Mario, który w końcu po wielu przygodach w sobotnie przedpołudnie dotarł do domu.

Tylko ten jeden odcinek drogi, który nie ma nawet dwóch kilometrów naznaczony był boleśnie lawinami błotnymi. Jeśli się tego nie zobaczy na własne oczy, to nawet trudno sobie wyobrazić czym jest „frana”. 

Jedna z większych niestety wyłączyła z użytku nawet kolej – tym razem dla odmiany w kierunku Florencji. Miejmy nadzieję, że to wszystko uda się w miarę szybko posprzątać i naprawić. 

W tym wszystkim najmilszy był saper z Dzieckiem i odwiedziny u Mario, który przywitał nas uradowany zarówno samym faktem naszej wizyty, ale też, a może przede wszystkim tym, że mógł wreszcie powrócić na swoje włości. 

Powódź w Toskanii, Dom z Kamienia

Gratek

Dodatkowym sobotnim stresem był dla mnie powrót Mikołaja. Najpierw czy spokojnie wyląduje, potem czy z lotniska bezpiecznie dotrą z klasą do Faenzy, a w końcu czy on sam bezpiecznie dotrze do Marradi. Już nie mogłam się doczekać, żeby go uściskać i usłyszeć garść berlińskich opowieści.

Samolot wylądował o czasie, podróż do Faenzy przebiegła zgodnie z planem i na tym „zgodnie z planem” się skończyło…

Ponieważ wyjazd do Berlina zaplanowany był bardzo wcześnie, Mikołaj o świecie we wtorek pojechał do Faenzy autem i zostawił je na kilka dni u koleżanki.  Kiedy wczoraj wsiadł do Gratka, żeby ruszyć w drogę do Marradi, auto odmówiło współpracy. Zdechło całkiem. Z pomocą ruszył tata koleżanki, potem wezwany na cito znajomy mechanik… I nic. Pozostało tylko wezwanie pomocy drogowej i przetransportowanie Gratka do warsztatu. Mikołaj, który już witał się z gąską, musiał tarabanić się późnym wieczorem autobusem, bo pociągi oczywiście nie kursują. 

To wszystko było jak gwóźdź do trumny stresów ostatnich dni.

Oczywiście pocieszam się, że Gratek mógł się zepsuć we wtorek i wtedy Mikołaj w ogóle nigdzie by nie pojechał, bo zwyczajnie nie zdążyłby na samolot. Po drugie mógł się zepsuć w czasie jakiś naszych dalszych wojaży, a wtedy holowanie kosztowałoby trzy razy więcej. Tak czy inaczej jak mawiają Włosi: „piove sempre sul bagnato”, co jest odpowiednikiem polskiego powiedzenia „biednemu wiatr w oczy”… 

Powódź w Toskanii, Dom z Kamienia

Adrenalina

Ten cały bałagan na koniec spaceru przyprawiło adrenaliną jeszcze jedno zdarzenie. Wracałam do Biforco po wieczornych zakupach i właśnie miałam wchodzić do domu, kiedy w oddali usłyszałam przeszywający hałas. Coś jakby eksplozja fabryki fajerwerków. To był nieprawdopodobny trzask łamiących się drzew. Popatrzyłam w stronę wzgórza Pianorosso skąd dochodził hałas i zamarłam. Zupełnie jak na filmach katastroficznych. Apokalipsa, zombie czy inne kataklizmy… Najprawdziwszy armagedon. Kolejna część góry osunęła się zostawiając otwartą ziemistą ranę. Stałam jak słup soli sparaliżowana strachem i z drugiej strony zdumiona i zafascynowana potęgą natury… 

Dziś przywitało nas piękne słońce, tak jak zapowiadano, ale jednak po tym zdarzeniu zrezygnowałam z porannego trekkingu. Grunt jest teraz tak delikatny i niestabilny, że nawet na asfalcie nie jest do końca bezpiecznie. 

Zamiast tego pospacerujemy znów do Mario i zjemy razem obiad. Przynajmniej zrobimy coś razem, coś pozytywnego. 

Na koniec jeszcze kilka słów, żeby uciąć polemiki i komentarze, że te góry takie słabe i wszystko się u nas wali albo, że ktoś coś zaniedbał. To nie tak. Ani góry słabe, ani o zaniedbaniu tu nie mówimy. Coraz częściej natomiast doświadczamy tak potężnych opadów deszczu, jakie nigdy wcześniej nie były rejestrowane. Ziemia zwyczajnie nie jest w stanie przyjąć takich ilości wody. Przechodzimy od jednego ekstremum do drugiego.

Niech słońce świeci i niech ten dzień spokojnie się w końcu pisze.

O wrażeniach berlińskich Mikołaja napiszę kilka słów w następnych dniach. Te wrażenia będą raczej „szare”. Opowiem też o tym, czemu poza obiadem w CasaGallo pragnę poświęcić mój niedzielny czas.

Dobrego dnia! 

10 komentarzy

  1. Mam nadzieję, że pogoda się uspokoi niebawem, a z nią przyroda i nadejdą jak zwykle również spokojniejsze dni (U nas natomiast bardzo jest zimno ostatnio i nieprzyjemnie).
    Cieszy bardzo powrót Maria – to jak powrót promieni słońca na blogu. Dużo zdrowia dla niego ! Pięknego dnia dla wszystkich w Marradi !

  2. Wierzę Kasiu, że to co złe, nieprzyjemne już za Wami
    Po każdej burzy wychodzi słońce
    Miłej niedzieli, cieszcie się wspólnie spędzonym czasem🥹🥹🥹

  3. Wiem że to dziwnie zabrzmi,ale jestem ciekawy jak wyglądała góra przed ,,tąpnięciem”zbocza a jak teraz.Napewno w twoim bogatym archiwum fotograficznym coś się znajdzie a my zobaczymy samodestrukcje środowiska które nas otacza.Pozdrawiam mam nadzieję że wszystko się unormuje bo do .wyjazdu zostało nam 23 dni..Ostatnio mieliśmy dużo szczęścia w Katanii,Mieliśmy lecieć do Danii w sobotę a zmieniłem datę wylotu na czwartek (Całe szczęście)w sobotę (październik)zalało całą Katanie,Lotnisko, odwołane loty itp.My mieszkaliśmy przy Via Etna i widziałem jak wszystko płynie,,masakra”a teraz Toscania i Emilia -Romana tylko przed wyjazdem,man nadzieję że pogoda chociaż Umbrie oszczędziła.Pozdrawiam serdecznie,Trzymajcie się ciepło

    • Za 23 dni to już będzie po staremu, jeśli nas nic nowego nie nawiedzi oczywiście. Wszyscy ruszyli do pracy, w tej chwili nieprzejezdna jest droga na Florencję, ale to główna droga i musi być uprzątnięta w pierwszej kolejności, więc spokojnie. Inne miejsca powoli też wrócą do ładu. Ja sama ruszam w drogę 9 maja i mam nadzieję, że szlaki będą do przejścia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE

Poprzednie wpisy

Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media