Prysznic wcale nie najzimniejszy
– Popatrz na nasz cień – zaśmiał się – ja to zdemontuję! To wygląda okropnie!
– Wcale nie! Nawet nie próbuj! Nikt takiego nie ma! Ja go jeszcze pomaluję w kwiatki.
– Jasne, bo teraz za mało rzucamy się w oczy z tą fają.
***
– Czy to jest prysznic? – tymi słowami wita nas gospodarz naszej ulubionej w trattorii w Vicopisano.
– Tak! – odpowiadam z dumą, a On się tylko śmieje.
– Wygrałem! Miałem rację! To prysznic! – gospodarz krzyczy w kierunku kuchni, po czym znów odwraca się do nas – założyliśmy się z bratem jak paliliśmy przed wejściem papierosy. Che figata! (ale zajedwabiste!)
– Widzisz? – szepczę do Niego, kiedy idziemy do stolika – mówiłam ci, że to figata jakich mało!
***
Jest sobotni wieczór. Przez jeden drobiazg musimy odwrócić plan naszej wycieczki i tak w miejscu, które zaplanowane było na niedzielny ranek lądujemy w sobotnie późne popołudnie. Wychodzi w sumie na dobre.
Jest piękna pogoda, słońce powoli zniża głowę do linii horyzontu. W oddali rozmywają się Korsyka, Capraia i Gorgona. Jesteśmy na przełęczy, z której widać pół świata. Monte Pisano uwodzi nas kolejny raz.
– To co? Bierzemy tu prysznic?
– Tak, bo jak zaczniemy zjeżdżać i szukać innego miejsca to się chłodniej zrobi.
– Muszę inaczej zaparkować, żeby być na wzniesieniu.
G. zostaje przeparkowany. On montuje do rury prysznic, a ja wyciągam z naszego pudełka łazienkowe przybory. Na przełęczy jesteśmy zupełnie sami, więc nie trzeba się nawet chować za żadną prowizoryczną zasłonką.
– Jak woda?
– Bardzo ciepła nie jest, ale też nie jest zimna, taka letnia, w sam raz na odświeżenie się.
Uwijamy się szybko z wieczorną toaletą, potem wkładamy wieczorne odzienie i ruszamy w stronę Marina di Pisa…
To będzie długie bajanie...
Zapowiada się kolejna epopeja, która pewnie potrwa do czwartku, a może i do piątku, bo to, co widzieliśmy, co przeżyliśmy – wcale nie jest łatwo w pięciu słowach opisać.
Był Brunelleschi, była porażka Leonardo, była zakazana warownia, była wieża i Dante, była Certosa i porykiwania dinosaurów, była gigantyczna ławka, byli Carabinieri, było spanie w gaju oliwnym, tatar z krewetek, prosecco, kościół bez dachu, dużo śmiechu, kadrów, szczęścia i oczywiście najbardziej zajedwabisty prysznic świata.
A na początek ROLKA🙂
Dobrego nowego tygodnia!



3 komentarze
Hahah znalazłam w dziurce w skale 🤪
si:))))
Tez znalazłam. Kurde jak fajnie się czyta teraz Twoje historie.