Prawdziwa jesień
Choć dni są nadal pełne słońca i ciepłe, to jednak już nie tak ciepłe, żeby biegać z gołymi nogami. Nawet ja nie umiem na tym etapie wyprzeć jesieni ze świadomości, w końcu jak na to nie patrzeć – zaraz minie jej pierwszy miesiąc…
I oczywiście nie dlatego, że jesień mi niemiła, wszak nie raz podkreślałam, że w Toskanii październik to chyba najpiękniejszy miesiąc. Problem tylko w tym, że do lata jednak tęskno… Tęskno do słońca, do długich dni, do trajkotania cykad, do bosych stóp, do odkrytych ramion, do zapachu lip, do pomidorów w ogródku, do ulubionej sałatki z brzoskwiniami i miętą, do okien pootwieranych na oścież, do wzgórz pokrytych kwiatami ginestre…
Zamiast gołych ramion zaraz wejdzie do gry moja biała kapota, zamiast słodyczy lip zapach pieczonych kasztanów, zamiast pomidorów cavolo nero i dynia, zamiast ulubionej sałatki z brzoskwiniami na stole pojawi się radicchio z pomarańczą. Długie wieczory zamiast długich dni mam nadzieję, że przełożą się owocnie na pisanie…
Plecak w gotowości
Już w poniedziałek rano ruszam na kolejną wędrówkę. Tym razem wyłączę się tylko na trzy dni. Towarzyszyć w moim nowym cammino będzie mi Ela. Lada moment muszę spakować plecak i strategicznie przemyśleć ekwipunek na nową porę roku. Niestety prognozy na dwa z trzech dni wyprawy nie są wcale optymistyczne. To jest oczywiście coś, na co nie mam żadnego wpływu, więc nie będę rozpaczać. W końcu kurtki przeciwdeszczowe wymyślili po coś.
Mam oczywiście nadzieję na choć krztynę promieni słońca, żeby złapać kilka kolorowych kadrów, bo jak na złość ta właśnie trasa jest bardzo malownicza i fotogeniczna. Cel naszej wyprawy zdradzę jak zawsze tuż przed wymarszem.
Tymczasem dziękuję Wam za wszystkie kawy, za patronowanie Domu z Kamienia i kilku dobrym Aniołom za gesty z innej planety, za słowa, za ustawianie do pionu, za podpieranie, poklepywanie po plecach na różnych polach, dziękuję za „bycie”. To dla mnie niezwykle ważne i cenne.
Jeszcze za wcześnie na podsumowania końca roku, bo dopiero jesień nabiera rozpędu, ale jedno jest pewne – w kwestii intensywności, zwrotów akcji, burz najróżniejszych, ale też przeżyć z innego wymiaru, ten rok zapisuje się szczególnie. To dlatego też z pisaniem jestem w ciemnym lesie… Trudno w ostatnich miesiącach o skupienie głowy. Paradoksalnie też – te ostatnie miesiące mogłyby być materiałem na niejedną książkę…
Dobrego dnia!



3 komentarze
Dokładnie tak samo sobie pomyślałam – Dom z kamienia to historia na cały cykl książek 👍✊
Wierzę, że będą kolejne książki, również te bardziej osobiste. Na wszystko jest odpowiednia pora, więc i na to przyjdzie czas.
Serdecznie pozdrawiam, i życzę przede wszystkim suchej pogody na najbliższą wędrówkę 🙂
Ja tam nie wiem, ale Kasiu , Ty poprostu zakochalas sie , to mi podpowiada moja okropna (ktora czasami nienawidze) intuicja. Wiem ze w polskim prawie rozwodowym jest orzeczenie winy. Dlatego cicho sza