Spontaniczna decyzja
W poniedziałek odwołały mi się dwie poranne lekcje wtorkowe. Pomyślałam więc, że te, które zostały przełożę na inne dni i tym sposobem będę mogła zupełnie nieoczekiwanie dołączyć do moich Przyjaciół we Florencji. Niby tylko na kilka godzin, bo tak czy inaczej popołudniu musiałam być gotowa do uczenia przed komputerem, ale jednak kilka florenckich godzin to nie byle co.
Tak naprawdę porwałam się na jeszcze jeden spontan i wyruszyłam porannym autobusem, żeby do toskańskiej stolicy dotrzeć jak najwcześniej i mieć godzinę tylko dla siebie. Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatnio pozwoliłam sobie na taki luksus.
Październikowa Florencja
Październik to chyba mój ulubiony miesiąc we Florencji, zwłaszcza taki październik jak wczoraj. Do tego kiedy jestem choć przez chwilę sama, mam swobodę wyboru, idę tam, gdzie niosą mnie nogi albo prowadzą oczy, idę w rytmie, który lubię najbardziej, nikt ze mnie nie kpi, nie wzbudza poczucia winy, że za szybko, że znów zachowuję się jak Korzeniowski na olimpiadzie…
Tak – lubię chodzić szybko. W moim przypadku szybko, wcale nie znaczy nieuważnie. Wręcz przeciwnie. Mam wrodzone wyczulenie, wrażliwość na każdy najmniejszy detal, nawet na ten, który dla innych może się wydawać bez znaczenia. Kiedy, więc jestem sama nie muszę się tłumaczyć, że fotografuję własny cień, buty, klamkę, bazgroły na murach, czy nawet śmieci na chodniku. A te docinki o tym, że nie umiem wolno bywają czasem przykre.
Nie raz powtarzałam, że moje nogi i głowa są zespolonym w całość mechanizmem. Jeśli idę w moim rytmie, własna głowa potrafi mnie czasem zadziwić.
Kiedy pracowałam nad Sekretami czy pierwszymi czy drugimi takich dni we Florencji od świtu do zmierzchu miałam wiele i były to wspaniałe momenty.
Wczoraj o poranku wróciły mi te wspomnienia…
Kelnerzy, którzy wystawiają menu przed lokalami i uśmiechają się zaczepnie, dziewczyna, która uprawia poranny jogging na Sant’Ambrogio, grupa chłopaków w chmurze dymu unoszącego się z ich skrętów, rybne graffiti, przyklejony do rynny fragment poezji, wyznanie miłości odmalowane sprayem, odgłos targanych po krzywym trotuarze walizek…
Teraz więcej czasu spędzam na szlaku, bo czas na oddanie tekstu skraca się nieubłaganie, ale nie mam nic przeciwko, górski czy wiejski szlak to jedyne co z Florencją może wygrać.
Wczoraj oczywiście po samotnym poranku, przyszedł czas na przyjacielski spacer, który ubarwił i uprzyjemnił resztę dnia.
Pięknego dnia!



Jeden komentarz
Dzień dobry 😘
Zazdroszczę tego spaceru, niespiesznego po Florencji, marzę żeby wrócić i poczuć klimat Duomo…..🥹🥹🥹🥹🥹🥹
Pozdrawiam serdecznie 😘