Niegasnąca inspiracja
W Livorno wszystko do mnie mówi i wszystko we mnie pisze. W Livorno na każdym kroku coś szarpie struny duszy. Moją Ukochaną Florencję zdradzam tylko z dwoma miastami, tylko dwa do tej pory podziałały na moje zmysły aż tak, aż do nieprzyzwoitości… Nieprzyzwoite Livorno! Nieprzyzwoitość – jakie to piękne słowo, ileż filuternych grzeszków się w nim kryje. I nie, absolutnie NIE polecam, bo odpowiedzialność za wszelkie rekomendacje potem niewygodnie ciąży, a urok Livorno nie jest „popularny”, jest właśnie… nieprzyzwoity.
Zadziorne, łobuzerskie, lekko szemrane, a przy tym finezyjne, awangardowe, medycejskie, bezpretensjonalne, wielokulturowe, wolne i swobodne. Mamiące muralami, tarasem, kanałami, z jednej strony bryzgające znarowionym morzem w twarz, a z drugiej kojące oczy wszechobecną poezją…
Każdy mój pobyt w tym mieście – to fascynacja coraz bardziej płomienna…
Jeden poranek, dwa popołudnia i dwa wieczory
Tym razem spędziłam w Livorno pół czwartku od południa, potem późny piątkowy wieczór siedząc wśród podchmielonych livorneńczyków nad ich ponce aż do północy i w końcu sobotni poranek do południa wędrując samotnie najpiękniejszym z toskańskich tarasów i uliczkami Borgo, słuchając rozmów tubylców, zaglądając do barów, fotografując, pisząc, zagadując rybaka w czerwonej czapce.
O Livorno pisałam już wiele razy i w tym miejscu zapraszam do archiwum bloga, gdzie opublikowałam wiele fragmentów z moich Notesów. Dziś tylko krótka zapowiedź dłuższego bajania – bajania tak naprawdę bardzo długiego, na które w pełnej wersji trzeba będzie jeszcze poczekać.
Zacznę od tego, że tym razem to nie Livorno było głównym celem podróży, tylko Capraia – również na blogu już opisywana, od której to oficjalnie zaczynam intensywną pracę nad moją czwartą książką.
Zapowiedź
Wszystko pięknie się udało, ale dziś jeszcze cieszę się chwilą oddechu, Gośćmi i lekko świątecznym czasem, więc na nową opowieść zapraszam Was jutro. Będę bajać o tym, jak w towarzystwie młodej, włoskiej artystki udało mi się w końcu przejść całym zaplanowanym szlakiem, dotrzeć do jeziora, przeżyć sztorm i spotkać muflony.
A tymczasem zapraszam Was do podgadania moich social media, w których zawsze dzieje się coś na gorąco.
Dobrego wieczoru!



2 komentarze
Livorno rzeczywiście ma swoisty urok,już dwukrotnie je odwiedziłam.Warte grzechu.
Oh oh😁 już zacieram ręce ☺️ i czekam na opowieść ☺️🥂