Pierwszy raz
– Wiesz, że ja nigdy nie byłem nad Acquachetą… – powiedział pewnego dnia.
– Serio? Jak to możliwe?
– Możliwe…
– To musimy tam koniecznie iść, po deszczowej zimie to będzie idealny moment.
Mieliśmy z tą wyprawą poczekać do maja aż się zazieleni, ale po tym jak dwa tygodnie temu wodospady dell’Abbraccio zaskoczyły wątpliwą obfitością wody, postanowiliśmy nie czekać, tylko wyruszyć teraz. O ile nie przyjdą znów jakieś nie z tej ziemi monsuny (lepiej, żeby nie!), to raczej więcej wody spływać z gór już nie będzie.
Pogoda w niedzielę miała być piękna – nie była, ale pięknie było tak czy inaczej.
W niedzielę rano, choć nie o świcie – jak mamy w zwyczaju, bo przecież odsypialiśmy mój pierwszy raz w Le Cupole i inne szaleństwa sobotniej nocy, zjedliśmy, a raczej odcelebrowaliśmy spokojne śniadanie i po 9.00 ruszyliśmy w stronę San Benedetto in Aloe.
Śladami Dantego...
– Psilastik…
– Przylaszczka – poprawiam.
– Psilaszćka.
– A to prymulka. Łatwo prawie tak jak po włosku.
– Primulka – powtarza ochoczo.
– A to fiołki.
– Fionki.
– Nie, nie fionki, tam nie ma „n”, tylko „ł”, trochę podobne do l.
– Fiołki – powtarza, a ja kolejny raz nie mogę się nadziwić.
– Zaskakujesz mnie!
– Nie przesadzaj, widzisz tamten zakręt? Tam już tego nie będę pamiętał.
– Domyślam się, ale mi chodzi o wymowę. Bravo, naprawdę bravo!
– Fiołki… – powtarza jeszcze raz – to może nawet zapamiętam, brzmi jak fiocchi i nawet tak wyglądają.
Fiocchi to po włosku kokardki albo płatki, ale nie te kwiatków, tylko płatki śniegu, albo płatki owsiane…
Słońce nie ma siły przebić się przez chmury, ale mam wrażenie, że to słońce tak czy inaczej wypełnia nas od środka.
Maszerujemy noga w nogę wzdłuż szmaragdowego potoku, ścieżką otuloną fiołkami, prymulkami i przylaszczkami, którą wieki temu prawdopodobnie wędrował sam Dante…
Zaglądamy do domu ropuchy (Ca’ del Rospo), obchodzimy stary, kamienny młyn, aż w końcu wyłania się przed nami ona… Jej wysokość Acquacheta…
Szlak nad wodospad to około 5 kilometrów w jedną stronę. Potem przy tak zwanej małej Acquachecie, która znajduje się około 200 metrów dalej za tą właściwą, trzeba przejść przez potok i wspiąć się tak, jak prowadzi szlak, aż na łąkę Romiti. Stare mury zabudowań sprzed wieków kryją na pewno wiele historii, jest w nich coś wyjątkowego, to idealne miejsce, żeby zatrzymać się na krótki posiłek. Kto wie, czy i Dante tutaj właśnie się nie posilał?
Tuż obok jest niewielki drewniany mostek, po którym suchą stopą można przejść na drugą stronę potoku. Kolejnych kilkaset metrów i dochodzimy na górę wodospadu – tym razem podziwiamy go z zupełnie innej perspektywy.
To tutaj znajduje się urwisko z wysuniętym zębem skalnym, które nazywane jest łóżkiem Dantego. Dojście na sam czubek przyprawia o zawroty głowy…
– Grazie… – szepcze mi do ucha.
– Za co…? – pytam również szeptem, żeby nie zmącić ciszy
Odpowiedź pozostawię off the record.
– Grazie a te…
Robimy jeszcze kilka zdjęć – tu zapraszam na IG https://www.instagram.com/kasiano_dom_z_kamienia/, na którym jest więcej zupełnie innych kadrów – a kilka minut później rozsiadamy się przy kamiennym „stole”. Wyciągamy nasz prowiant, układamy starannie na mini obrusie, a ja staram się rozciągnąć koc na dwa kamienie, które mają być naszymi siedziskami.
– Poczekaj…
Bierze jeden z nich i przesuwa bliżej drugiego.
– Były zdecydowanie za daleko od siebie – uśmiecha się do moich maślanych oczu.
– Tak, teraz jest zdecydowanie lepiej.
Kończymy nasz trekking szybką kawą w barze. Jest za wcześnie na aperitivo, więc zamiast bąbelków rozpieszczamy się słodką mimozą… Mimoza na Dzień Kobiet, dwie pary Hoka, szmer Acquachety, szmaragd wody, jeszcze jeden weekend do kochania.
Dobrego nowego tygodnia!



7 komentarzy
Fajnie się czyta Twoje opowieści. Ten tydzień musi być piękny!
Dziękuję <3
Wspaniałości które się dzieją niech się dzieją bez umiaru ❤️ Mimoze mam w planach upichcić chociaż juz po Festa della donna, ale się tu pochwalę że wczoraj na kolację była sałatka z fenkułem i pomidorkami z przepisu Kuchni z kamienia. Molto grazie za inspiracje 😊😊👌
Grazie a te <3 A mimoza była genialna!
❤️
Mistrz Dante, bylby z Was dumny. Kto wie, moze nawet bylibyscie inspiracja dla jego tworczosci?
Pozdrawiam serdecznie
Twoja relacja oddaje atmosferę włoskiego szlaku i intymność wyprawy. Świetnie wypada połączenie opisów przyrody z drobnymi, zabawnymi dialogami, dzięki czemu całość brzmi bardzo autentycznie. Mostek, łóżko Dantego i kamienny stół tworzą wyraźne sceny, które łatwo sobie wyobrazić podczas marszu. Dwie pary Hoka i mimoza na koniec to urokliwy detal, który dodaje relacji ciepła i bliskości.
Które z tych miejsc zapadło Ci najbardziej w pamięć i dlaczego, łóżko Dantego, mała Acquacheta czy łąka Romiti?