Prace wykończeniowe
– Czy ty zdajesz sobie sprawę jak nam jest dobrze? Nam jest tak pięknie nawet jak wywozimy śmiecie na isola ecologica…
– Davvero… (Naprawdę…)
Minęło pięć lat od przeprowadzki, a w mojej cantinie zalegały jeszcze klamoty nieuporządkowane po tej przeprowadzce – w myśl zasady „co z oczu to z serca”… W cantinie jest spora wilgoć, więc większość tych klamotów szlag trafił.
Dopiero w ostatnich dniach zabrałam się za robienie z tym porządku, pełna nadziei, że może będzie potrzeba więcej świeżej przestrzeni. A czy będzie? No właśnie… To marzec pokaże, a ja tym czasem sprzątam dalej i staram się „wyłączyć” myślenie.
Po wywiezieniu ciężarówki klamotów – z którymi koniec końców pożegnałam się bez cienia żalu – zabraliśmy się za prace wykończeniowe „G”. Ależ nam to pięknie wyszło! Obkleiliśmy wyizolowane wcześniej wnętrze szarą, przytulną moquette i dodaliśmy zamówione u stolarza drewniane elementy. Na dniach powinna być też gotowa rura na dach, która będzie naszą cysterną z prysznicem.
Za tydzień znów ruszamy w podróż. Cieszymy się tym jak dzieci, a nawet bardziej. Teraz wystarczy pełen bak i można podróżować bez większego uszczerbku na budżecie. Poza tym…
Wybraliśmy już destynację na sobotę i niedzielę, ale… Jeśli tam będzie pogoda mało satysfakcjonująca, to zwyczajnie zmienimy kierunek, bez konieczności odwoływania rezerwacji.
Szaleństwo sobotniej nocy
Wymęczeni byliśmy po sobotnich pracach, ale nie aż tak, żeby nie wypłynąć z Marradi na szerokie, imprezowe wody. Wspaniale było po tym wszystkim odsztafirować się w duecie i w miłym barze usiąść na aperitivo, a potem na pizzę neapolitańską, a po pizzy jeszcze przystanek w najsłynniejszym w Faenzie drink barze i dla dopełnienia wieczoru wkroczyć z podniesioną głową na najsłynniejszy parkiet Romanii – Le Cupole.
„Zgadnij gdzie jesteśmy:)” – wysłałam Mikołajowi nasze selfie w duecie.
„Ridotto?” – odpowiedział, mając na myśli nasz marradyjski klub, poza który do tej pory się nie ruszyłam, a kiedy zachęciłam go, żeby zgadywał dalej, napisał:
„Le Cupole????” i zaraz dodał – ja też jestem w Castel…
Okazało się, że Mikołaj bawił się kilkaset metrów dalej.
Le Cupole to dyskoteka z czterema salami – disco, latino, lata 80 i liscio – przynajmniej ja tylu sal się doliczyłam. Legendarne miejsce znane od lat – kilkudziesięciu – w całej okolicy. Nigdy bym nie pomyślała, że kiedyś nawet ja przekroczę te progi. Doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Tańce do nocy, radość nie do opisania, a o północy wjechał kosz mimozy, z którego każda z kobiet dostała gałązkę żółtych kuleczek. Nie mogłabym sobie wyobrazić piękniejszej wigilii Dnia Kobiet i tak naprawdę jego początku. A o tym, jak wyglądał sam Dzień Kobiet już w poniedziałek, a wyglądał tak, jak lubimy najbardziej – zestrojony w dwie pary HOKA…
Dobrej nocy.



2 komentarze
🌼🌼🥂🥂
O, ciekawie u Was! Niech się wiedzie!