Do przodu, choć mikroskopijnymi kroczkami
Stabilnie. Może nawet mały krok do przodu. Kroczek. Mikroskopijny, ale do przodu. Jest ciężko i na pewno jeszcze długo nie będzie lżej. Jestem przerażona perspektywą najbliższych tygodni, a może miesięcy. Z drugiej strony moje przerażenie to nic w porównaniu z tym, jakie emocje targają Mario. A te wiem, że nie dają mu spokoju, za dobrze się znamy.
W sobotę odcięłam się od wszystkiego. W sobotę egoistycznie podarowałam sobie samej czas uważności dla mnie samej, czas lekki, refleksyjny, a nawet rozrywkowy. I tego mi było trzeba, bo dziś próg „Intensywnej” przekroczyłam wzmocniona.
Wózek
Dwa dni temu przy wypisywaniu litanii do Mario wspomniałam o moim wózku na zakupy i ułamanym kółku. Mario zabrał wtedy wózek do naprawy, ale nic nie zdziałał i wózek poszedł do kosza. To też wskazuje tylko na to, jaki ciężar dźwigałam wcześniej na plecach. Lepsze złamane kółko niż chory kręgosłup. Tak czy inaczej dziś wśród kilku z trudem wypowiedzianych zdań usłyszałam:
– Zostaw w drzwiach kartkę dla kuriera, żeby przesyłkę zostawił Leonardzie, bo jak nie odbiorę to odeślą z powrotem. Zamówiłem ci nowy wózek.
Cały Mario.
Franca i Leonarda
Niedaleko CasaGallo zakwitły żonkile. Wypatrzyłam je przy drodze, kiedy poszłam „ogarmąć” zimny dom tęskniący za właścicielem. Zaraz dojrzała mnie ze swojego okna Franca – sąsiadka i przydreptała dziarsko, choć jej nogi ze starości już odmawiają posłuszeństwa.
– Jak Mario? Dlaczego to się stało? Co ja tu bez niego zrobię… Taki dobry człowiek. Przyjdź do mnie czasem na kawę! Wszyscy uwielbiamy Mario, ale ciebie też, wiesz o tym? – bierze mnie pod rękę z babciną czułością – Dio mio…
– Będzie dobrze. Musi. Weź te pomidory, szkoda, żeby się zmarnowały.
– Może jednego.
Weź dwa, ja dwa i ty dwa.
– Teraz już idę, bo ciemno się robi, a ja nie mam latarki.
– Uważaj na siebie!
– Będzie dobrze! – pocieszam Frankę i siebie chyba też.
Leonardę spotkałam wcześniej, jak tylko minęłam tabliczkę Biforco.
Jej biała panda zatrzymała się na środku drogi, żeby tylko zapytać:
– Jak ty się czujesz?
– Ja? – aż się upewniłam, czy na pewno mnie miała na myśli.
– Ty.
– Dziś lepiej, już się nie trzęsę. Dziękuję, że o mnie pomyślałaś. A ty? Przykro mi, że na ciebie trafiło, ale gdyby nie ty…
– Ja też już się nie trzęsę, ale do wczoraj cały czas trzęsły mi się nogi.
Leonarda musi być bardzo twardą kobietą. Dobrze, że była. Co by było, gdyby nie Leonarda w czwartkowe przedpołudnie… Lepiej nie myśleć.


