Stabilnie
Bez zmian, stabilnie, a to znaczy, że nie gorzej, choć nie znaczy też, że dobrze. Czas rozdaje karty. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie lepiej. Jednocześnie wiadomo, że nie będzie tak, jak wcześniej.
Jestem w pierwszej linii frontu do rozmów z lekarzami, do formalności, itp. Momentami trudno mi się w tym odnaleźć, ale działam jak robot, jestem zadaniowcem. Chyba nie zdawałam sobie sprawy jak wielkim zaufaniem darzy mnie prawdziwa rodzina Mario.
– Parente? (krewna) – pytają za każdym razem nowi lekarze i pielęgniarki.
– Amica (przyjaciółka) – odpowiadam.
Padają szczegółowe pytania, na które – jak się okazuje – tylko ja znam odpowiedź. Potem płynie wywód pełen trudnych słów, których wolałabym nigdy nie poznać. Mijają godziny. Za szpitalnym oknem świat tonie w słońcu. Jest prawie wiosna. Normalnie już byśmy główkowali, gdzie wojażować w niedzielę, licytowali się kto więcej znalazł kwiatków, a tu świat stanął na głowie. Oglądam ostatnią niedzielną rolkę i nie mogę uwierzyć… Wydaje się, jakby to była jakaś inna, alternatywna rzeczywistość.
W piątek po kilku godzinach opuszczamy z bratem Mario oiom. Przed wyjściem ze szpitala Franco wstępuje do baru i ciągnie mnie za sobą.
– Co chcesz?
– Nic.
– Nic? Jak nic?
– Może wodę…
– Trzeba coś zjeść.
Rzeczywiście niewiele jadłam w tym tygodniu. Tyle co nic, ale żołądek zawiązany na supeł, więc jak tu myślec o jedzeniu? Poza tym czuję jak moja „zadaniowość” zaczyna się rozpływać w emocjach, które potrzebują znaleźć ujście. Oczy wilgotnieją. Wilgotnieją mi już potem przez cały wieczór.
Pozytywny "drobiazg" i odcięcie prądu
– Masz wieści od Nico? – pyta Franco, kiedy mkniemy autostradą.
W tym wszystkim Mikołaj ma w piątek drugie podejście do egzaminu na prawo jazdy. Idealne warunki, pełen spokój ducha…
– Jeszcze nie.
– Będzie dobrze.
– Wątpię. Mam same złe przeczucia. Chyba zgubiłam mój optymizm. Chciałabym, żeby choć jedna rzecz dobrze poszła…
Dziesięć kilometrów przed Marradi w końcu przychodzi wiadomość w stylu Mikołaja: „Zdał”.
– Nico ce l’ha fatta! (Nico się udało) – referuję Franco i obydwoje się rozpromieniamy.
– Zostaw mnie w Marradi. Muszę zrobić zakupy i chyba potrzebuję się przejść.
– Musisz rozładować napięcie, co?
– Muszę.
Spacer dobrze mi robi. Przed powrotem do domu zatrzymuję się w barze. I kiedy tak siedzę sama przy stoliku, to uświadamiam sobie jeszcze bardziej, czym jest taki zwykły bar w małym miasteczku. To jak spokojna przystań. Człowiek nie przychodzi tu tylko na kawę czy aperitivo. Tu się jest z ludźmi, tu otula ciepła atmosfera. Tu człowiek nie jest sam, nawet jeśli sam siedzi przy stoliku.
Kiedy docieram do domu, czuję jak z minuty na minutę „odcina mi prąd”. Nico świętuje z przyjaciółmi swoje prawo jazdy – jest jakiś mecz w Biforco, a on wchodzi w rolę taksówkarza – tego przywieź, tego odwieź, pięknie, że tak się z nim wszyscy cieszą.
Rozpakowuję zakupy, a wzrok pada na leżący na szafce pendrive. Mario dał mi go na początku tygodnia:
– Załaduj swoje najlepsze zdjęcia z ostatnich czasów, zrobię ci nowe wideo.
Załadowałam, ale nie zdążyłam go już zwrócić.
Kolację jem sama w ciszy. Dopada mnie w końcu głód. Na telefonie migają nowe wiadomości, a ja czuję, że już nie mam siły na nie odpowiadać. Przepraszam więc, tych, którzy pozostali bez nowych wieści. Wiele osób martwi się o Mario, bo wiele osób zna go osobiście i darzy szczególną sympatią. Mario to osoba, której zwyczajnie nie sposób sympatią nie darzyć.
Po dwudziestej padam na łóżko. Nagrywam jeszcze wiadomość do Mikołaja, ale rano znajduję ją w zawieszeniu, widocznie prąd odcięło mi, nim kliknęłam wyślij.
Obudziłam się o piątej rano – dosłownie dwie minuty przed brzęczeniem budzika. Miałam wrażenie, że spałam sto lat. Poczułam się w końcu jak telefon, któremu naładowano baterię do końca, a nie na pół gwizdka.
Dziś po pracy nigdzie nie jadę. Franco zdecydował, że wrócimy do Ceseny w poniedziałek. Mam nadzieję, ogromną nadzieję, że zastaniemy Mario w lepszej formie. Dziś uciekam w góry. Potrzebuję tlenu w dosłownym znaczeniu tego słowa.
Za troskę i wszystkie dobre słowa bardzo dziękuję. Ten wpis również pozostanie tylko tu, bez krążenia po social media.



4 komentarze
Mocno trzymam kciuki i ślę wyrazy wsparcia.
Bardzo dziękuję
❤️ Jesteśmy myślami przy Mario i przy Tobie
dziękuję <3