Rosa Bogów
Od zawsze fascynują mnie rytuały związane z naturą. Włosi też je uwielbiają. Mamy więc ognie na Befanę, światło dla marca i oczywiście wodę świętego Jana.
Odkryłam i zaczęłam kultywować ten zwyczaj na długo przed tym, zanim odkrył go Instagram.
Tak pisałam w 2018 roku:
Dawno temu uważało się, że noc świętego Jana pomiędzy 23 i 24 czerwca jest nocą magiczną. Moment, kiedy to słońce jest w swoim maksimum i tym samym daje naturze niezwykłą moc. Starożytni wierzyli, że tej nocy opada „rosa bogów”, że właśnie w czas letniego przesilenia nowo narodzeni bogowie przechodzili do świata właśnie jako rosa…
W późniejszych czasach ten moment był dedykowany świętemu Janowi Chrzcicielowi. Noc poprzedzająca 24 czerwca była rozpoczęciem nowej pory roku, kiedy to natura jest w swoim największym rozkwicie. Inna legenda mówi, że tej nocy słońce poślubia księżyc. Słońce – przedstawiane jako ogień, stąd tradycja palenia ognisk i księżyc – przedstawiany jako woda… Woda – rosa…
Oni i woda świętego Jana
– Dziękuję za wodę – napisał Mikołaj rankiem, kiedy ruszył do pracy, a mnie było wzruszająco miło, wiedzieć, że dla niego jest to nieodłączny element czerwca. Nie wyśmiewa pokręconej matki, tylko czerpie z tej tradycji garściami – czerpie pachnącą wodę, by obmyć o świcie twarz.
Lucy przypomniałam jedynie na whatsapp, ale odpisała, że na opłotkach Bolonii jest tak sucho, że chyba już żaden kwiatek się nie ostał. Niestety nie miałam jak dostarczyć jej mojej, biforkowej wody.
Moja druga Para Hoka po kolacji była ledwo żywa, cały dzień pracy w upalnym słońcu odarłby z sił każdego.
– Dajmy sobie spokój z tymi kwiatkami. Jesteś wykończony – popatrzyłam z przejęciem w zmęczone oczy.
– Nie ma mowy.
– To tylko kwiatki. Jak nie zrobię tej wody to naprawdę świat się nie zawali – już kilka dni wcześniej umówiliśmy się, że pojedziemy razem za Marradi nazbierać pachnideł, ale nie miałam serca wyciągać go z domu po ciężkim dniu.
– Każdego roku to robisz, uwielbiasz to. To tradycja. Nic mi nie będzie… Jutro jedziemy zbierać orzechy, bo ja chcę, a dziś twoje kwiatki.
Kiedy rankiem opłukał twarz w chłodnej pachnącej wodzie był… zaskoczony… wzruszony?
Cieszyłam się, że nie wyśmiał moich „czarów”, a zamiast tego z ciekawością poddał się i dał oczarować tej pięknej tradycji.
Dziś będziemy zbierać orzechy. To jego tradycja, by właśnie tego dnia nastawić legendarne nocino.
A Wy? Kto z Was dał się jeszcze janowej wodzie oczarować?



4 komentarze
🤎🤎🤎🤎
Piękna tradycja ❤️❤️❤️
Kasiu droga, ja dzieki Tobie ta tradycje rowniez juz od paru ladnych lat kultywuje, i dziekuje Tobie za to przeogromnie.
Zawsze juz z Toba bedzie mi sie kojarzyc.
A szczegolnie jest dla mnie to magiczne, bo dzis wlasnie urodziny mojej Mamy, ktora juz jest od prawie czterech lat 'po drugiej stronie’..
Pewnie, ze warto wierzyc, pewnie, ze warto czerpac garsciami z tradycji takich, zobacz jak przepieknie zakielkowaly dla Ciebie, naprawde wspaniale jest ogaldac Twoja usmiechnieta i przeszczesliwa buzie na zdjeciach.
I pewnie, ze zycie nadal toczy sie normalnie ze wszystkimi normalnymi jego przypadlosciami, ale jak inaczej czlowiek im stawia czolo (albo pupe, za pozwoleniem;)), gdy ma oparcie w TAKICH BUTACH 🙂 🙂 🙂
Serdeczne pozdrowienia.
M.
Letnie przesilenie łączy ze sobą tradycje pogańskie i chrześcijańskie.
Woda jest nieodłącznie związana ze św. Janem. Według legendy przegonił złe duchy z Jordanu i pierwszy zaczął chrzcić wodą. W Kościele Katolickim święci się w tym dniu wodę i zioła lecznicze.
Mamy też piękny zwyczaj puszczania wianków na wodę, a te wianki to właśnie kwiaty i zioła, które nabierają szczególnej mocy w wodzie. Warto zobaczyć puszczanie wianków ze świecami na Wiśle pod Wawelem czy w innych miejscach. Cudnie to wygląda.
No i wreszcie Noc Kupały nie może obyć się bez ognisk sobótkowych. Tańce i skakanie przez ogień miały dać szczęście i moc, a popiół z ogniska był później rozsypywany po polach. Ta tradycja też ciągle jest podtrzymywana, choć pewnie już nie tak jak kiedyś.
Jak widać, idea łączenia wody, kwiatów i ziół ma wszędzie podobne magiczne znaczenie.
Pozdrawiam z wreszcie gorącego Trójmiasta, Ewa