Pistolet
Kiedy siedziałam przy stoliku nad brzegiem Bilancino i czekałam aż moja Druga Para Hoka przyniesie nasze aperitivo, na telefonie wyświetliła się wiadomość od Lucy.
– Popatrz, co znalazłam nad rzeką – w załączeniu było zdjęcie, przedstawiające umazany zaschniętym mułem pistolet.
– O matko! Co to jest? – zaraz zasypałam ją lawiną wiadomości głosowych.
– Spokojnie już zgłosiłam na policję.
– Ale to nie jest zabawka? Jesteś pewna, że prawdziwy.
– Prawdziwy, jasne, że prawdziwy, ale boję się dotykać.
– W żadnym wypadku go nie dotykaj!!!
Policja w końcu przyjechała, a w międzyczasie nad rzeką Savena zebrało się pół dzielnicy.
Nie chcę nawet myśleć jaką historię ma ten pistolet, ale nasuwa się samo, że jeśli skończył w rzece, to na pewno nie bardzo chlubną.
Lucy była tylko zła, że na słońcu w 40 stopniach musiała 3 kwadranse czekać na policję, a z tego wszystkiego rozbolała ją głowa, co też przełożyło się na to, że szlag trafił naukę w niedzielny wieczór, a już w poniedziałek miała zmierzyć się z trudnym egzaminem. Egzamin zdała, ale nie tak jak sobie wyobrażała.
Przepiórki
Kilka godzin wcześniej wiadomość przysłał Mikołaj. On jest oszczędny w słowach i zwykle ogranicza się do zdjęcia. To niedzielne przedstawiało cała skrzynkę przepiórczych jaj. Zaintrygowana oczywiście zasypałam również Mikołaja lawiną „głosówek”.
– A co to? A skąd? Ale dla kogo?
– Kupili przepiórki i będą je hodować – Mikołaj używając trzeciej osoby liczby mnogiej miał na myśli siebie i rodzinę Cateriny – a jajka dali nam w prezencie i chcemy zobaczyć czy coś się z nich wylęgnie. Czy będzie mogła doglądać „incubatrice” jak ja wyjadę?
Za tydzień właśnie cała rodzina z Mikołajem jedzie na wakacje w Dolomity i potrzeby będzie ktoś, kto czułym okiem będzie śledził wylęganie, a tak naprawdę, ktoś, kto będzie raz dziennie musiał przy tej machinie pogmerać, żeby coś tam przekręcić.
– Czy ty wiesz, że ode mnie uciekł nawet żółw, którego na wakacje zostawiła mi dawno temu moja koleżanka? Mi nie można ufać w kwestii zwierząt.
Ostatecznie jednak stanęło na tym, że będę przez kilka dni nadzorczynią przepiórczej wylęgarni.
– Niech się nie martwi – uspokajał Mikołaj – my nawet nie wiemy, czy z nich się w ogóle coś wylęgnie, czy są fecondate.
Wariactwo na całego!
Tu pistolet, tu przepiórki, tu prezent dla Niego jeszcze nie przyszedł, tu podróż za pasem, tu Goście w natarciu, wodę świętego Jana trzeba dziś nastawić i orzechy na nalewkę zebrać! Letnie szaleństwo!



2 komentarze
I bardzo dobrze, że się dzieje. Miałam kiedyś taki ciąg wariactwa, że marzyłam choć o jednym spokojnym, nudnym dniu. Ten dzień w końcu nadszedł i myślałam, że świra dostanę. Szaleństwo jest bardzo pozytywne i dobrze robi na psyche.
Potwierdzam! Wyrywa z błogostanu i pobudza komórki mózgowe, od czasu do czasu jest wskazane by nie zgnuśnieć. I jak pięknie się robi gdy wraca spokojna, leniwa/hmm../ spokojna codzienność:)Mam nadzieję, ż jakaś przepióreczka się jednak wylęgnie:)