Spektakularne przesilenie
Do Florencji rozpalonej do czerwoności dotarliśmy dokładnie w momencie letniego przesilenia. Lato zaczęło się w Italii w niedzielę o godzinie 10.25, a my właśnie w tamtej chwili byliśmy na najbardziej ikonicznym zakręcie drogi, którą miejscowi nazywają „la bolognese” – na zakręcie, z którego rozciąga się spektakularny widok na całe miasto.
Nie pamiętam dokładnie, kiedy po raz pierwszy padł pomysł, żeby razem wejść na kopułę Brunelleschiego. Było to na pewno już parę ładnych miesięcy temu. Ja na kopule byłam oczywiście nie raz i ostatnio chyba 3, a może 2 lata temu, On natomiast tylko jeden raz i to jako dzieciak w czasie szkolnej wycieczki, czyli wieki temu.
Poza wejściem na kopułę, bardzo chciałam, pokazać Mojej Drugiej Parze Hoka Museo dell’Opera del Duomo i to nie ze względu na Michelangelo czy Donatella… Nie mogłam się doczekać, żeby zaprowadzić go na piętro poświęcone konstrukcji Brunelleschiego, gdzie wystawione są również zaprojektowane przez niego narzędzia z placu budowy.
Poza tym w takich miejscach uczymy się od siebie nawzajem. Ja opowiadam o Michelangelo, On o murach, zaczepach, rusztowaniach…
Żar
We Florencji pierwszego dnia lata 2026 był czerwony alert w kwestii temperatur. Słupki rtęci wzbiły się do 40 stopni. Wiedzieliśmy, że wejście na kopułę będzie wyzwaniem, ale ani przez chwilę nie przeszło nam przez głowę, żeby zmieniać plany.
– Wiesz co jest w nas fajne? – tu podzielił się przy kolacji miłą refleksją – że my z niczego nie robimy problemu. Jest gorąco to jest, ale my to mamy gdzieś i robimy swoje.
– Tak jak było z deszczem i mgłą, bo jak robimy coś razem to zawsze jest super!
Wypociliśmy z siebie siódme poty, tak jak każdy, kto wczoraj wspinał się na szczyt dzieła Brunelleschiego, ale każda kropla potu była tego warta. Być TAM, razem i to w takim dniu było niemal surrealistycznym przeżyciem.
Dziś nie będę opowiadać o kopule, bo o tym na blogu i w moich książkach bajałam już do znudzenia. Przypomnę tylko, że wejście na kopułę wchodzi w skład najdroższego pakietu – Brunelleschi Pass – i są w nim wszystkie możliwe atrakcje Opera del Duomo. Wejście na kopułę trzeba rezerwować na konkretną godzinę zwykle z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, ale na zobaczenie pozostałych rzeczy mamy w sumie trzy dni.
Jezioro Bilancino
Wstyd się przyznać, ale zwinęliśmy się z Florencji zaraz po kopule. Najpierw było muzeum, potem delikatny obiad, krótki spacer i w końcu cupola.
– Wystarczy nam na dziś, prawda?
– Prawda!
I tak oto zmieniliśmy zupełnie klimat i poziom rozrywki. Korzystając z bycia w dużym mieście, wpadliśmy do Ikei (kolejny wspólny pierwszy raz), a po zakupach zalegliśmy na przyjemne aperitivo już w naszym ukochanym Mugello.
Nad jeziorem Bilancino panowała atmosfera jak w nadmorskim kurorcie. Leniwie, gorąco, kolorowo, z muzyką w tle. Mam w mojej głowie już całą cantinę zabutelkowanych chwil do ukochania.
TUTAJ dla zaglądających na social nasza niedziela i pierwszy dzień lata.
I niech to lato pięknie nam panuje!


