Farinata degli Uberti i ostatni renesansowy kondotier
– Wie kto to jest? – zapytał Mikołaj, zatrzymując się przed dwoma figurami ustawionymi w niszach, kiedy przechodziliśmy razem przed Uffizi. Przy okazji myślę, że warto wyjaśnić pewien drobiazg stylistyczny, bo być może są tu nowi Czytelnicy i nie do końca jasne mogą wydać się nasze żarty. Zwracanie się w trzeciej osobie do siebie, to taki nasz nieco dziwaczny sposób komunikowania się. Stosujemy go tylko my dwoje między sobą.
– Farinata. Dante go do piekła wrzucił, jeśli dobrze pamiętam – starałam się zabłysnąć tak, jak umiałam.
– No tak, ale wie, że tylko dzięki niemu Florencja nie została spalona! Był jednym z głównych Ghibellini i przepędził w połowie XIII wieku Guelfi i kiedy w Empoli dyskutowało się o zrównaniu Florencji z ziemią, Farinata był jedynym, który się temu przeciwstawił. A Dante to go do piekła wrzucił za herezje.
Mikołaj przesunął wzrok na sąsiedni posąg.
– A tego zna?
Giovanni delle Bande Nere – jego drugi posąg jest ustawiony również przed Bazyliką San Lorenzo. Giovanni uznany został za ostatniego z wielkich renesansowych kondotierów. Był wnukiem Lorenzo de’ Medici, młodszego brata Cosimo Vecchio. Jego rodzicami byli Giovanni de’ Medici zwany „il Popolano” i Caterina Sforza. Jak zapisano w dawnych kronikach – buntowniczo waleczny charakter odziedziczył właśnie po matce i generalnie jego postać bardziej wpisywała się w linię Sforzów niż Medyceuszy. Zmarł w Mantui, ale jego ciało zostało przeniesione do wspomnianej wyżej Bazyliki San Lorenzo, która stała się miejscem spoczynku większości członków zacnego rodu.
Ciekawe ile osób zwraca uwagę na posągi zdobiące budynek Uffizi i ile z nich jest w stanie rozpoznać. Nie mam oczywiście na myśli imion, bo posągi są podpisane, ale ile z nich brzmi znajomo…
Gigant i herb
Bardzo często, kiedy spaceruję z moimi Gośćmi po Florencji pojawia się pytanie: co symbolizują kulki na herbie Medyceuszy?
Nie ma niestety jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Teorii jest wiele i żadna z nich nie jest pewna.
Moją ulubioną jest natomiast legenda z Gigantem w roli głównej…
Myślę, że każdy, kto odwiedził Florencję, kojarzy herb de’ Medici. W czasach Giovanni di Bicci czerwonych kulek na złotym tle było jedenaście, jego następca Cosimo il Vecchio zredukował je do ośmiu, a z kolei jego syn do sześciu czerwonych i jednej niebieskiej z lilią symbolizującą monarchię francuską. Za czasów Lorenzo il Magnifico czerwonych kulek było już tylko pięć.
Legenda mówi, że Averardo, który był pierwszym z rodu Medici, (choć żadne wiarygodne źródła tego nie potwierdzają) kiedy prowadził wojska Karola Wielkiego, by wyzwolić Toskanię spod panowania Longobardów, miał zmierzyć się z pewnym gigantem. Kto pamięta PRATOLINO?
Legenda mówi, że słynny Gigant majtnął kolczastą maczetą, aż jej ślady odcisnęły się na tarczy Averardo. To właśnie ta tarcza miałaby, według legendy, stać się przyszłym herbem Medyceuszy.
Nie ma w tym, żadnych potwierdzonych przez historyków faktów, ale czy takie wytłumaczenie banalnych kulek nie jest milsze niż rzekome „pastylki” na przykład na ból głowy?
***
Dotelepałam się do progu moich mikro wakacji. Pogoda ma być już nawet nie tyle pod psem, a pod szemranym kundlem. Nie mam zamiaru rwać sobie z tego powodu włosów z głowy. Będzie, co ma być, a czy ostatecznie będzie wyjątkowo, zależy w sumie tylko ode mnie.
Pięknej reszty dnia!


