Ginestre
Wykipiało, wybuchło, eksplodowało z całą mocą – nasze toskańskie lato. Pachnie lipami, ginestrami, grzechocze cykadami, pali słońcem, mami brzoskwiniami, morelami i melonami. Toskańskie lato z tym całym wachlarzem nieprzyzwoitych wręcz przyjemności powinno być wciągnięte na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO razem z centrum zabytkowym Florencji, Sieny czy Placem Cudów w Pizie.
Pogłębiając temat lata – my tutaj cieszymy się latem marradyjskim, a w nim: basen, market otwarty również w niedzielę do południa, plan atrakcji wywieszony na każdej witrynie i kolejne sagry i festy w natarciu.
Temperatury weszły teraz w fazę „mój klimat”. Oczywiście nie jestem kosmitką i nawet dla mnie trekking w środku dnia jest teraz wyzwaniem. Postanowiłam jednak korzystać do woli z pachnących ginestrami łąk i zamiast zalegać w ogródku wśród moich pomidorów, najpierw się wspinam, a dopiero potem zalegam… wśród ginestre.
Czerwone słoneczko
Ten czas teraz, jest też czasem niekontrolowania meteo. Nie ma sensu zerkać na prognozy, bo może być tylko ciepło, bardzo, ciepło, gorąco lub ekstremalnie gorąco. Kiedy w kwadracikach pogodowych pojawia się czerwone słoneczko, wiemy, że łatwo nie będzie. I tak oto dziś rano, mimo wszystko, z ciekawości zerknęłam na pogodę na kolejny weekend…
Dokładnie w niedzielę w miejscu, w którym mamy być i mierzyć się z niemałym wyzwaniem fizycznym, na które bilety zarezerwowaliśmy już dwa miesiące temu, przewidywane jest 39 stopni i żar czerwonego słoneczka.
Szach mat!
– I tak będzie pięknie – odpisał na WhatsApp, po tym jak podesłałam mu pogodowy screenshot.
Pewnie, że będzie pięknie i niech to lato cudnie nam króluje, a naszym wyzwaniem mam nadzieję, że dumnie i przebojowo to lato zainaugurujemy.
Dziękuję Wam za komentarze pod ostatnimi postami. Bałam się, że problemy z blogiem odstraszą skutecznie część Czytelników. Mam nadzieję, że tak się nie stało. Zaglądajcie, czytajcie, komentujcie… Będzie mi bardzo miło.
Dziś tak naprawdę miałam opowiadać o naszym niedzielnym wojażowaniu, ale „chwilowo” znów gonię własny ogon.
Pięknego wtorku!
A tu uchylenie rąbka tajemnicy – o czym będzie jutro.



3 komentarze
Boże , co za cudowne ginestre !
No cóż… mnie pozostaje tylko wąchać sobie mydełko o zapachu ginestre, no prawie, jakbym tam z Tobą była:)
Ot, właśnie! Kupione ostatnio w Umbrii mydełka namiastką włoskiego lata,hihi…