Z Nikonem w ręku
Przez dwa lata byłam częścią spektaklu Nocy Czarownic i przez dwa lata marradyjska Noc Czarownic nie została uwieczniona jak należy. Nie, żeby brakowało fotografów, czy żebym ja była niezastąpiona, ale jakoś tak… Ha! Ciekawe czemu… Porzuciłam więc gwiazdorzenie w pochodzie wiedźm i innych upiorów i wróciłam do korzeni, czyli do Nocy Czarownic z Nikonem w ręku, a że Nikon dziewiczy w tej kwestii, a zatem też i wyzwanie było większe.
Marradi zadziwia niezmiennie, czyli praca wielu ludzi
Cieszę się za każdym razem, kiedy na Noc Czarownic trafiają moi marradyjscy goście. Cieszę się, bo mogą wtedy na własne oczy zobaczyć to, czego ja ani słowami, ani obrazem oddać nie jestem w stanie. Marradyjską Noc Czarownic trzeba poczuć na własnej skórze, trzeba nią pooddychać, trzeba oddać się pląsom, ponieść fantazji, wejść do gry przebierańców, stać się znów na chwilę dzieckiem – trochę dzieckiem, trochę szaleńcem.
Na przestrzeni lat widziałam już wiele Nocy Czarownic – były te lepsze i te nieco słabsze. Miniona być może była jedną z najsłabszych z mojego punktu widzenia, co jednak nie zmienia faktu, że jest to nadal wydarzenie, przed którym biję pokłony i komu dane było po raz pierwszy w nim uczestniczyć temu zwykle odbiera mowę. Myślę, że moje warsztatowe Czarownice mogą o tym zaświadczyć.
Ja dodatkowo wiem jaki ogrom pracy przed i po wydarzeniu pochłania cały sztab ludzi i ta cala praca jest oddaniem swojego wolnego czasu, zaangażowania, to są wieczory spędzane na szykowaniu kostiumów, obmyślaniu dekoracji, potem montowanie ich oraz demontowanie, żeby w niedzielny ranek po całym wydarzeniu nie było już śladu. Moja Druga Para Hoka (w ten wieczór nieHoka) pracowała do 3 rano, żeby rozmontować i wywieźć dekorację biforkowej sceny – sceny rozdzielane są bowiem pomiędzy lokalne grupy.
Scenki rodzajowe
W tym roku marradyjski teatr wiedźm skupił się wokół trędowatych, kanibali, egzorcyzmów, zwykłych czarownic od Celtów po leśne rusałki jak z bajek, na płaczkach pogrzebowych i pogrzebowym orszaku kończąc.
Być może ktoś się oburzy posądzając marradyjczyków o świętokradztwo czy diabelskie zapędy, ale zapewniam, że to nic z tych rzeczy. To tylko zabawa, zabawa bez ograniczeń, zabawa, którą warto sobie czasem ubarwić życie. Opleść się czarnym tiulem, założyć białe soczewki, rogate opaski na głowę, nastroszyć włosy, potraktować twarz szalonym makijażem… Dać się na chwilę ponieść atmosferze szalonej nocy.
Zrobił się wieczór, a ponieważ dzień dziś wypełnił się zupełnie czymś innym niż czarne moce, więc ja mówię już dobranoc…
Na pamiątkę ROLKA. https://www.instagram.com/p/DcfcRhjMkmX/



4 komentarze
Odlot! Ja to myślę, że dałabym radę nawet bez przebrania, tylko z miotełką i moim kocurem:) Kasiu, uchwyciłaś niesamowite obrazy, zupełnie jak kadry filmowe. I widzę, że nawet egzorcyzmy były:) Włosi to jednak mają rozmach w tym świętowaniu.
Zdjęcia cudowne. Co za kolory. Jak z bajki. Jak z filmu. Jaki ogrom ludzi w tym uczestniczy. Polacy nie potrafią się tak bawić.
Stroje mistrzostwo. Ale i tak bębniarze z Brisighelli rządzą 🙂
🙂