Strajk generalny
Kiedy w czasie poniedziałkowej lekcji jedna z moich Uczennic wspomniała o strajku pociągów, aż mnie zmroziło… „Błagam tylko nie 11.06!!!” – zaklinałam w myślach, otwierając oficjalną stronę kolei państwowych. I bach! Na kiedy zaplanowano strajk? Na 11 czerwca! No bo jakżeby inaczej?!
Oczywiście w czasie strajku są tak zwane pory gwarantowane – czyli kiedy dzieci jadą do szkoły lub ludzie do pracy. Dla mnie oznaczało to zatem zerwanie się bladym świtem i gnanie na pierwszy pociąg do Florencji, a potem kombinowanie jak tu dotrzeć do Certaldo.
Gdyby nie ten strajk wyspana i wypoczęta pojechałabym pociągiem o 9.00 i o 12.00 wysiadłabym na stacji miasta Boccaccia. Z tego planu ostatecznie zgadzała się tylko 12.00. Szczęśliwie o tej porze udało mi się dotrzeć na miejsce po blisko 6 godzinach podróży… Świetny początek intensywnego dnia.
Do Florencji pociąg dojechał super punktualnie, ten z Florencji do Empoli też i już zacierałam ręce, że jakoś mi się wszystko udaje, kiedy właśnie w Empoli najpierw odwołali pierwszy pociąg, potem drugi, potem przy trzecim napisali, że ma 10 minut spóźnienia, zaraz zmienili to na 30 minut i w tym momencie zaczęłam wpadać w panikę, bo mój spory zapas czasu niebezpiecznie zaczął się skracać.
W przebłysku geniuszu przyszło mi do głowy, że przecież i Empoli i Certaldo to nie jakieś tam pipidówki (z całym szacunkiem dla pipidówków) i może oprócz pociągów mają też połączenie autobusowe. Strajkowały w końcu tylko pociągi.
Radość moja była wielka, kiedy okazało się, że to był dobry trop. Rzeczywiście takie połączenie było i najbliższy autobus odchodził za 30 minut, więc znaczyło to, że dotrę na miejsce o umówionej porze.
Dzień był piękny, gorący, ale bez topiącego się asfaltu, lekko wietrzny, a ja znów po miesiącu wróciłam do Certaldo – tym razem z nowym Nikonem i z nowym zadaniem. Cieszyłam się bardzo, że mogę wrócić do profesjonalnego fotografowania, z którym „na chwilę”, przez brak dobrego sprzętu, musiałam się wstrzymać.
Ślubna pizza i Viva gli Sposi!
Ślub udał się pięknie. Swojsko, rodzinnie, bez nadęcia. Ja sama uwielbiam taki niezobowiązujący klimat. Zamiast klasycznego przyjęcia goście zestrojeni w okazjonalne fartuszki zabrali się za wypiekanie pizzy. Sam ślub odbył się w Certaldo, a świętowanie u znanego pewnie wielu bywającym w Toskanii – Tomka Tryby.
I w tym miejscu pragnę wrócić z moją ślubną ofertą. Przypominam Wam, że organizuję śluby, fotografuję je i występuję jako tłumacz w czasie uroczystości i nie tylko. Posyłajcie wieści o tym w świat. Będzie mi bardzo miło fotografować lub pomóc kolejnym Młodym Parom spełnić marzenie o toskańskim ślubie.
Adze i Robertowi oraz ich najbliższym dziękuję za zaufanie i za wspaniale spędzony dzień i jeszcze raz: Szczęścia Młodej Parze.
Zdjęcia – te właściwe – ukażą się wkrótce w galerii poświęconej ślubom.
Mój On
„Napisz jak już będziesz kończyć. Przyjadę po ciebie gdziekolwiek będziesz – do Borgo, do Florencji czy do Certaldo, nie ma znaczenia” – brzmiał mój ulubiony głos w wiadomości na WhatsApp. „I w ogóle nie stresuj się, wszystko będzie dobrze. Jesteś świetna w tym co robisz”. Reszty wiadomości, którą odsłuchiwałam o 7.00 rano w pociągu nie będę cytować. Off the Record. W każdym razie trzepałam rzęsami jak disneyowska księżniczka, żeby mi łzy nie zaczęły kapać po policzkach jak wodospad Smeriglio.
Po 10 godzinach ciężkiej pracy wsiadł i przyjechał, żeby odebrać mnie z innego skrawka Toskanii. Ponad dwie godziny drogi w jedną stronę… Wciąż nie wierzę, że obok mnie jest ktoś, kto tak bardzo we mnie wierzy, tak bardzo się o mnie martwi i tak bardzo cieszy się każdym moim sukcesem. Mój On.
Na starcie ustawił się kolejny weekend. Wariacko gna ten czas.
Plan na najbliższe dni napisze się pewnie dziś przy kolacji i ja tej kolacji nie mogę się doczekać. Po tym tygodniu potrzeba nam bardzo spokojnego wieczoru, tak bardzo bardzo. Może w końcu usiądziemy i będziemy pisać dalej nasz dziennik z podróży…
Dobrego wieczoru!



3 komentarze
Tak się cieszę Kasiu z Twojego szczęścia !
Tez się cieszę Kasiu.
Bardzo się cieszę, że nareszcie złapałaś oddech, że zdjęła ten głaz z pleców. Tęsknię za naszymi wędrówkami, często wracam na ścieżki oglądając zdjęcia…
Kasiu, niech trwa!