Wyższy poziom wtajemniczenia
– Kukułka! Słyszysz? – złapałam się za portfel.
– Słyszę, ale z tymi pieniędzmi to nie liczy się tylko przy pierwszym kukaniu?
– Nie wiem, ale ja w razie czego mam.
Zajrzał do swojego marsupio i w odpowiedzi zadźwięczał monetami.
– Ja też mam.
Idziemy trochę w ciszy, trochę rozmawiamy, kamyki chrzęszczą pod dwoma parami Hoka. To wielka rzecz umieć razem milczeć bez skrępowania. Umieć razem milczeć jest chyba wyższym poziomem wtajemniczenia niż ciągłe rozmawianie.
Rozmawiamy i milczymy na przemian przez cały dzień. Czasem milczymy też dlatego, że akurat śpimy. Mam wrażenie, że w życiu tyle nie spałam i przede wszystkim TAK nie spałam. To dla mnie niemal fenomenalne zjawisko.
Naturalny rytm
Zupełnie spontanicznie wyrobił nam się naturalny rytm – jeden weekend dalszego, bardziej intensywnego wojażowania, a drugi na luzie, blisko, pełen relaks z odpoczynkiem i tak na zmianę.
Ten weekend wypadł właśnie wypoczynkowy. Oczywiście w sobotę balowaliśmy do nocy na sagrze, ale niedziela minęła pod znakiem Relaksu przez duże R.
Wybraliśmy krótką trasę trekkingową z bardzo sentymentalnym tłem, a potem zrobiliśmy chrzest naszym piknikowym krzesełkom i stolikowi.
– A może zjemy pastę z jednego pojemnika?
– Tak! Dwa talerze mniej do mycia! My nawet tu jesteśmy kompatybilni.
Pasta fredda z jednego naczynia, prosecco i kawałek sera. Do tego rozmowy, mnóstwo śmiechu, mały robak i po wszystkim oczywiście drzemka.
– Poczekaj tylko przestawię „G”.
On przeparkowuje auto, a zaraz potem rozkładamy bardzo prowizoryczne legowisko i układamy się do snu.
– Popatrz jaki mamy widok! Czy rok temu uwierzyłbyś w to wszystko?
Sentymentalny trekking
A wracając na chwilę do trekkingu… Nasza sentymentalna trasa zakończyła się na dziewięciu kilometrach. Były nieśmiało kwitnące ginestre, ostatnie bzy, pola koniczyny o wdzięcznej nazwie – trifoglio incarnato, były wzruszenia, wspomnienia, przeżywanie niektórych chwil jeszcze raz. Poza tym, a może przede wszystkim były też domy z kamienia i marzenia ubierane w słowa.
Tych domów na naszej niedzielnej trasie było całkiem sporo, a to jeszcze bardziej te marzenia podsyciło.
– Potem lody w Palazzuolo? – zapytał jeszcze z zamkniętymi oczami.
– Koniecznie!
Były lody, a przy nich:
– Wracam do domu, czy jeszcze się powłóczymy?
– Powłóczmy się jeszcze!
Na dalszą część niedzielnej włóczęgi zapraszam Was już jutro.
Dobrego tygodnia!
I dla pełnego obrazu weekendu tradycyjna ROLKA.


