Nikon jeszcze raz w akcji
Kiedy Elena poprosiła mnie o sesję zdjęciową, w pierwszej chwili chciałam odmówić, bo niestety mój ukochany Nikon nie jest już ani trochę godny zaufania. Z drugiej jednak strony tęskniłam za fotografowaniem i ostatecznie, uprzedzając o możliwych potknięciach, postanowiłam przyjąć zlecenie.
Umawiałyśmy się od tygodni, ale wiecznie coś stawało nam na drodze. Ostatecznie spotkałyśmy się tydzień temu w jesienne, piątkowe popołudnie nieopodal mojej dyziowej łąki. Czasu miałyśmy dosłownie ździebełko – Elena pomiędzy szkołą i zajęciami pozaszkolnymi, ja z moim życiowym kołowrotkiem. Nie było nam łatwo zgrać nasze rozkłady jazdy z najlepszym momentem słońca, ale chyba koniec końców wszystko całkiem ładnie się udało.
Muszę napisać to jeszcze raz – uwielbiam fotografować! To jest obok pisania i chodzenia moja trzecia życiowa pasja i sposób na życie. Mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach uda mi się w końcu wymienić staruszka na nowszy model, tym bardziej, że tak naprawdę nie mam wyjścia, bo już w czerwcu czeka mnie o wiele poważniejsze fotograficzne zadanie.
Mój sposób na fotografowanie ludzi, nie jest ustawianiem ich w pozie. Nigdy nie podobały mi się „pozowane zdjęcia”. Zamiast tego staram się fotografowaną osobę ośmielić, zachęcić do zabawy, do improwizacji, do żartów, do tańca, do bycia swobodną, swobodnym. Tylko wtedy człowiek będzie na zdjęciu tym, kim jest naprawdę.
Fotografować młodą dziewczynę, która biega po łące boso ubrana w kobaltową suknię, której czupurny wiatr rozwiewa wymodelowane starannie włosy, która z każdą chwilą jest coraz mniej nieśmiała, było wspaniałym doświadczeniem.
Mam nadzieję, że w nowym roku takich sesji będzie więcej, bardzo bym sobie tego życzyła. Tymczasem już teraz cieszę się na sesję czerwcową.
Wyciszenie końca roku
Tak, tak, ja wiem, że do końca roku to jeszcze dwa miesiące, jednak mam zawsze wrażenie, że kiedy w Marradi kończy się październik, to przychodzi czas wyciszenia. Nie wyciszenia w dosłownym znaczeniu tego słowa, bo przecież w zeszłym roku właśnie listopad rozruszał moje nogi w tańcu, ale wyciszenie w kwestii pracowego kołowrotka.
Mam nadzieję, że w końcu będę mogła skupić się na książce, na doprowadzeniu do ładu mieszkania oraz innych życiowych kwestii – przynamniej tych, które zależą ode mnie. Wczoraj popchnęłam do przodu sprawy sądowe. Nie było to miłe doświadczenie, bo kiedy zadzwoniłam do biura obsługi klienta, żeby upewnić się co do możliwości moich działań, bazując na tym, co napisano w „pouczeniu”, najbardziej niemiła pani świata najbardziej niemiłym tonem świata „pouczyła mnie”, że chyba zwariowałam i co ja sobie myślę. A przecież chciałam potwierdzić tylko to, co sam sąd napisał.
Brutalne zderzenie z dawno niesłyszaną polską „uprzejmością”.
Wracając do wyciszenia…
Do oddania gotowego tekstu książki zostały dokładnie 4 miesiące. Całkiem sporo czasu, gdyby tylko głowa była nieco lżejsza…
Dobrego wieczoru.



4 komentarze
Śliczna modelka i śliczne zdjęcia. Pozdrawiam. Kasia
Piękne zdjęcia pięknej modelki:)
Elena jest piękna 🙂
Przykro mi, że pani w sądzie była niemiła, ale muszę stanąć w obronie polskiej uprzejmości, bo bardzo wiele się zmieniło przez ostatnie lata i twierdzenie, że jest inaczej, jest bardzo krzywdzące. Mam wrażenie, że pracownicy urzędów i innych instytucji są teraz bardzo uprzejmi i pomocni. Czasami jestem wręcz zaskoczona tym, jak miło i bez stresu można załatwiać swoje sprawy. Nie mam porównania z innymi krajami, ale u nas naprawdę nastąpiła ogromna poprawa w tej kwestii.
A zdjęcia Eleny cudne!