Piekarnik na termoobiegu
Wyjazd do Florencji musiał być w planie, nawet jeśli tabelki prognoz pogody straszyły czerwonym słoneczkiem. Rzeczywiście temperatura w ciągu dnia była mniej więcej taka sama, jak ta, kiedy otwieramy rozgrzany na termoobiegu piekarnik i gorąc bucha nam w twarz.
Odbijające się rykoszetem od marmurów palące, oślepiające słońce, żar, nagrzane mury, klamki, kamienie i posadzki, trajkoczący tłum i tłumny gwar – Florencja w połowie sierpnia…
Ale też chłodne prosecco, swojska „piwniczność” ulubionej fiaschetterii, powiew wiatru na Forte Belvedere – Florencja nawet w najbardziej upalny dzień jest niezmiennie do kochania!
A jeśli taką Florencję smakuje się w gronie najbliższych, robi się już całkiem wyjątkowo.
Sekrety Florencji
Nie miało być tym razem żadnego muzeum. Ot tylko spacer, punkt widokowy, kilka kadrów i przede wszystkim dzień razem.
Myśląc o tym, na który punkt widokowy zabrać Świtę oczywiście na początek skreśliłam Piazzale Michelangelo. Podziwianie panoramy nawet najwspanialszego miasta świata w tłumie turystów, z łokciami opartymi na rozgrzanej do czerwoności balustradzie nie jest najlepszym pomysłem. Miejsc widokowych we Florencji jest przecież więcej – wszystkie opisałam w moich książkach: Sekrety Florencji oraz Nowe sekrety Florencji i okolic.
Tym razem postanowiłam zaprowadzić świtę na taras Forte Belvedere. Rozciąga się stamtąd przewspaniały widok i – co ważne – jest to widok tak naprawdę na dwie strony – z jednej centrum Florencji, a z drugiej zielone wzgórza od bajecznego Bellosguardo do nieznanego turystom borgo Arcetri. Tam przy Forte Belvedere tłumny gwar zastępuje grzechotanie cykad, tam też wiszący w powietrzu upał rozwiewa filuterny wiatr…
Kiedyś całe Forte Belvedere można było zwiedzać gratis, dziś trzeba już kupić bilet, natomiast wstęp na taras i jego zielone przyległości z tyłu budynku, skąd można cieszyć oczy wspaniałymi widokami wciąż jest bezpłatny. Tutaj też znajduje się bardzo przyjemny bar. Dotarcie na wzgórze przy takiej temperaturze jest pewnie sporym wysiłkiem, ale Costa San Giorgio, która tam prowadzi jest niezwykle urokliwą uliczką, więc wierzcie mi – naprawdę warto.
Dotelepaliśmy się już prawie do połowy sierpnia. Za nami San Lorenzo, dziś wyczekiwane zaćmienie słońca, które w Toskanii będzie doskonale widoczne, jutro znów mercatini, potem Ferragosto i tak oto lato powoli powoli się starzeje…
Pięknego dnia!


