Fortezza
Pamiętam, że do Castrocaro trafiłam po raz pierwszy chyba dziesięć, a może nawet jedenaście lat temu. Już z daleka, dojeżdżając do miasteczka, widać górującą nad nim fortecę. Planowałam ją zwiedzić oczywiście przy pierwszej wizycie, ale z jakiś powodów wtedy nie doszło to do skutku. I tak oto zawitaliśmy w to miejsce na Dwie Pary Hoka w piękną niedzielę środka maja…
Jak już wspomniałam – przed obiadem zostaliśmy odprawieni z kwitkiem, ze względu na zbyt późną porę, ale zgodnie ze wskazówkami bileterki zjawiliśmy się znów wczesnym popołudniem i w końcu forteca otworzyła przed nami swoje wrota. Warto wiedzieć, że choć zwiedzanie rano możliwe jest do 12.30, to kasa zamyka się już o 12.00. Jest znów otwarta od godziny 15.00, tak czy inaczej zawsze przed przyjazdem warto na stronie www sprawdzić godziny otwarcia.
Arsenał Medyceuszy
Od XI do XIII wieku zamek znajdował się w rękach Conti di Castrocaro, a jego dzieje są tak bogate, że nie sposób spisać je w jednym skromnym blogowym wpisie. Z miejscem tym wiąże się bowiem wiele legend, a poszczególne pomieszczenia udostępnione dziś zwiedzającym pękają od atrakcji i wywołują częste okrzyki zachwytu.
Najwspanialsze są na pewno arsenały Medyceuszy, które znajdują się na najniższym poziomie. Nieprawdopodobne połączenie murów i naturalnej skały, które w tym mariażu trwają już od XVI wieku.
Imponujące są również Sala delle Armi i Sala del Castellano z autentycznym XIV wiecznym kominkiem, nieco dalej znajduje się enoteca, a następnie korytarz prowadzi na dziedziniec, który również jest pełen skarbów. Warto zwrócić uwagę na groty i unikalny egzemplarz drzewa oliwnego.
Również na dziedzińcu znajduje się maleńki kościółek Santa Barbara, a tuż za nią taras zakochanych.
Część Fortecy nadal otoczona jest rusztowaniami, bo wciąż trwają prace by oddać zwiedzającym kolejne pomieszczenia tej niezwyklej warowni.
Na koniec warto wejść na wieżę – Torre delle Segrete, skąd rozpościera się przepiękny widok na wzgórza Appennino Tosco-Romagnolo, na sąsiedni Castello di Monte Poggiolo, Terra del Sole, a nawet Ravennę i Adriatyk w oddali na horyzoncie.
Caterina Sforza i kochankowie
Z Fortecą Castrocaro wiąże się wiele legend. Moim zdaniem najciekawsza jest ta, której bohaterką jest sama Caterina Sforza.
W nieudostępnionej jeszcze zwiedzającym części warowni (il Girone) znajduje się studnia – pułapka. Legenda mówi, że zrzucani do niej byli niewygodni kochankowie słynnej Cateriny. Pozzo – jak wynika z dawnych dokumentów – miało mieć głębokość 90 łokci florenckich, co odpowiada mniej więcej 50 metrom. Teraz niestety zawalone jest gruzem i do dziś nie wiem co tak naprawdę kryje się na dnie…
Mam nadzieję, że moje zamkowe opowieści zachęcą Was do odwiedzenia Romanii. To wyjątkowy region – dziś przaśny i swojski, a dawniej spływający krwią przelewaną obficie w licznych konfliktach.
– Byłaś kiedyś na Diga di Ridracoli?
– Nie – popatrzyłam na niego maślanymi oczami, wdzięczna za pomysł nie wracania jeszcze do domu – widziałam ją tylko z daleka, z Falterony. A czy ty nie jesteś zbyt zmęczony?
– To tylko godzina stąd. Tylko pewnie już nie zdążymy na ostatnią navettę (bus).
– Nasze Hoka miały dziś za małą porcję kroków, więc tym lepiej dla nas.
CDN…
Na koniec dodam tylko, że samo miasteczko Castrocaro też zasługuje na uwagę, ale o nim opowiem może przy innej okazji, kiedy na przykład wrócimy tu zimową porą, żeby powygrzewam się lokalnych termach.
Dla obecnych na IG zostawiam linki do weekendowych rolek:


