Castellone
Piątek był wyjątkowo lekkim dniem. Lekcji była tylko garstka. Oczywiście nawarstwiło się różnych innych zaległości, ale wiosenna aura wcale ich nadrabianiu nie sprzyja. Sprzyja natomiast łazikowaniu. W tygodniu nie ma możliwości wędrowania na dwie pary Hoka, więc w ramach treningów przed następnymi cammini wędruję sama. Wracam do starych miejsc z nowym sercem i tylko wysyłam zdjęcia i dzielę się często z ogromnym wzruszeniem: pamiętasz? Poznajesz? Zobacz!
Na Castellone już zawsze będę patrzeć innym okiem. Zastanawiam się, czy ktoś z marradyjczyków był tu tyle razy co ja… Wydeptałam tu każdy kamyk, każdy schodek, a teraz jeszcze te kamienie i schodki nasiąknęły zupełnie nowymi emocjami.
Przeszłam w piątek około 14 kilometrów. To był porządny marsz w wiosennym słońcu, choć chłodny wiatr nadal trzymał fason. Szłam i zastanawiałam się, co przyniesie weekend, a potem niespodziewanie przy stole nakrytym do kolacji ten weekend się pięknie zaplanował co do ostatniego okruszka.
Marcowy weekend
– Niech weźmie ten makaron z karczochami! Passatelli z mora romagnola też są dobre, oni more (rasa świni hodowana w Romanii) biorą od sąsiada, ale tak czy inaczej carzul z karczochami to mój ulubiony – instruował mnie Mikołaj przez telefon, po tym jak zarezerwował nam stolik na sobotnią kolację w agroturystyce, w której pracuje.
Na pomysł, żeby właśnie tam spędzić sobotni wieczór wpadła Druga Para Hoka.
– I niech antipasti wezmą, najlepiej niech spróbują każdego! On to wszystko sam robi! – Mikołaj zachwalał dalej.
– Wszystkiego nie damy rady! A mięso?
– Castrato!
– Wiesz co? Jak już tam jesteś to wyślij mi zdjęcia menu!
Chwilę potem na WhatsApp wyświetliła się „Litania do Najsmaczniejszego”.
Jutro podzielę się miejscem i wrażeniami z kulinarnej uczty.
Potem w piątek przy kolacji:
– Masz już wszystko poukładane z książką?
– Wydawnictwo poprosiło o dodatkowe zdjęcia i nie wiem co robić. Chyba muszę w poniedziałek odwołać lekcje i wdrapać się na szlak X.
– A jeśli w niedzielę zamiast do Fornello, pojedziemy właśnie tam? Co nam to zmienia? Przynajmniej nie będziesz musiała odwoływać lekcji.
– Serio?
– Poprosili cię o zdjęcia tylko z jednego miejsca?
– Nie… Z dwóch, jeszcze z Y brakuje…
Wyciągnął telefon, wystukał na google maps kilka nazw i w pięć minut ułożyliśmy plan na niedzielę.
– Mogę w książce zamiast inicjałów, również twoje imię napisać w całości, jak dziewczyn?
– Oczywiście, że tak, już ci przecież mówiłem.
– Bo ja dla ciebie mam specjalną dedykację… Nikt mnie w moim działaniu nigdy nie wsparł tak, jak ty, w czasie ostatnich miesięcy. Dziękuję.
Dobrego weekendu!



2 komentarze
Wdzięczność – Kasiu to Twoja najlepsza cecha.
Wdzięczności we mnie ogrom <3