Rovigo i wielkie sprzątanie
Potok Rovigo jest dopływem rzeki Santerno. Jego krystaliczne – przynajmniej kiedyś – wody wiją się wśród buków i gigantycznych omszałych głazów, opadają kaskadami, kuszą naturalnymi nieckami. To jedno z najbardziej wyjątkowych miejsc w całym Appennino Tosco-Romagnolo. Rovigo od zawsze znany był właśnie ze swoich krystalicznie czystych wód, które szczególnie upodobały sobie raki. Wzdłuż Rovigo wiedzie piękny szlak, który potem przechodzi obok starego kamiennego młyna – Molino dei Diacci i do położonych nad nim wodospadów, o których za chwilę.
Cała okolica była naturalistycznym rajem, oazą… do czasu słynnych osuwisk, spowodowanych ulewnymi deszczami. Wszyscy na pewno to pamiętają, bo relacjonowałam wszystko na bieżąco. Nie pamiętam jednak czy pisałam o tym, że jedno z osuwisk odkryło, a raczej wybebeszyło wstydliwy sekret z lat 70 tych…
To tutaj zwożono w tamtym czasie – zdaje się, że nielegalnie – śmieci z Florencji i okolic i utworzono sobie wysypisko, bo przecież kto by się przejmował jakąś tam dziczą w Apeninach. Po cichutku, po cichutku jedna ciężarówka za drugą. Oczywiście w tamtych czasach nikt też nie słyszał o segregacji…
Kiedy ulewne deszcze tak rozmoczyły ziemię, że góry zaczęły się osuwać, jednak z nich odsłoniła upiorne wnętrze. Tony, tony, tony śmieci… Jeden z najbardziej krystalicznych potoków Italii zamienił się w ekologiczną katastrofę.
Sprzątanie tego „pi pi pi” – na usta cisną się niecenzuralne słowa – wciąż trwa i końca nie widać…
Co ciekawe patronatem objęła to miejsce organizacja FAI i mam nadzieję, że kiedyś potok Rovigo odzyska swój splendor.
Wodospady o wdzięcznej nazwie
Cascate dell’Abbraccio – to znaczy wodospady uścisku, objęcia. Już dla samej nazwy warto tu zawitać. Wodospad, czy też wodospady znajdują się tuż ponad młynem Diacci. To niezwykła półka skalna czy też wręcz korytarz, który biegnie pod wodospadem. Możemy więc spadającą z gór wodę obserwować z nietypowej perspektywy – od wewnątrz.
Byliśmy przekonani, że po dwóch zimowych miesiącach ociekających deszczem wody będzie więcej, jednak ani potok, ani wodospady obfitością wody nie grzeszyły.
Tak czy inaczej nasz mały trekking był piękny – piękny przylaszczkami, piękny szemraniem wody, piękny historią kamiennych murów, piękny uściskami, piękny mchem nasyconym zielenią…
– Czas na nowe zdjęcie naszych Haka…
– Z wodą w tle…
– Z wodą w tle.
Od Cascate dell’Abbraccio ruszyliśmy w górę do dawnego schroniska, a potem do kolejnego. Kamienne mury niezmiennie nas fascynują. Nawiasem mówiąc nie mogłam znaleźć lepszego wspólnika do mojej „kamiennej” fascynacji. Kto wie, co się z niej kiedyś narodzi.
– Selfi? Z kamiennym mulino w tle…
Jeśli będziecie w okolicach – zatrzymajcie się na przełęczy Sambuca, nie zwracajcie uwagi, na osuwisko i mało zachęcający początek szlaku. Rovigo przy osuwiskach bardzo ucierpiało, ale nie znaczy to, że straciło cały swój urok.
Dobrego dnia!
Ps. Jeszcze raz przypomnę i poproszę – Druga Para Hoka niech pozostanie jeszcze Drugą Parą Hoka, przyjdzie moment na więcej, na czarno na białym. Teraz jednak przykro mi, kiedy nie wszyscy Czytelnicy chcą uszanować moje decyzje i w komentarzach na fb domagają się odsłony tajemnicy. Przestałam z tego powodu udostępniać wpisy blogowe, ale jednak pojawiają się rolki. Och! A w kwestii ROLKI, video do dzisiejszego wpisu.



Jeden komentarz
A juz by chcieli wszystko wiedziec! Najwazniejsze, ze jest ta para. Smieci w takim miejscu!