O kuchni
– Ciekawy był ten egzamin? I w ogóle to gratulacje!
– Nudny i w książce było trochę błędów. Chciałam o tym powiedzieć profesorowi, ale w końcu dałam sobie spokój. W ogóle ta książka była nudna. Przede wszystkim o serze i gruszkach…
– Non dire al contadino… zaraz, zaraz jak to szło? Jakoś inaczej, bo musi się przecież rymować.
– Al contadino non far sapere quanto è buono formaggio con le pere… (Nie mów chłopu, jak dobry jest ser z gruszkami).
– Ooooo! To, to, to!
– A wiesz dlaczego tak się mówi? Jest kilka teorii…
Teorii Lucy miała wiele i nie tylko na temat gruszek, ale też polenty, peperoncino i innych przysmaków. Niestety nie jestem w stanie ich powtórzyć. Egzamin z historii odżywiania Lucy zdała na maksimum punktów. Tak dla odmiany…
Przy stole
Przy stole w czwartek wieczorem było przemiło i przesmaczne – jak na każdy czwartek (w ostatnim czasie) przystało, nie mogło zabraknąć ryb. Tym razem daniem głównym były krewetki zawijane w prosciutto i upieczone w formie szaszłyków na rozmarynowych gałązkach. Niech dowodem na ich wyjątkowy smak będzie brak zdjęcia. Siedzieliśmy przy stole długo, jeszcze długo po kolacji, a na koniec zostaliśmy już tylko we dwoje i nic a nic nie chciało nam się ruszać.
Zniknęło już całkiem lekkie zmieszanie i onieśmielenie, które towarzyszyło w czasie pierwszych takich kolacji. Teraz jest naturalnie, radośnie, są pytania, są rady, są wspomnienia i ciekawostki. Mikołaj pokazywał spracowane ręce, a On radził jakich używać rękawiczek. Te spracowane ręce urosły w naszym domu do rangi symbolu.
Skończyłam już lekcje na dziś i dopiero we wtorek wrócę do uczenia. Pogoda zrobiła się jak malowana, więc mam zamiar z tego skorzystać. Lucy obiecała pomóc przy pracach w ogródku. Powiedziała też, że zrobi sernik.
Nie wiem czy pojawią się wpisy w tych dniach czy dla spokojności ducha, zmęczona ostatnimi, długimi godzinami gapienia się w monitor (autoryzacja i poprawki do książki) zrobię sobie komputerowy detoks. To już sama głowa zdecyduje.
Tymczasem pięknego dnia!



Jeden komentarz
Już wiem, gdzie Lucy powinna pracować.
Po prostu – otworzyć własną restaurację.
Z tego, co tu czytam, super Jej idzie z przysmakami. Chętnie sama bym u Niej zjadła. Mniam 🙂
Szkoda, że w Kuchni Domu z Kamienia nie ma żadnego z Jej przepisów. Ach! Jaka szkoda 🙂