Modliszka
Siedzimy z Lucy przy stoliku przed Barem Centrale. Jest piękne październikowe popołudnie, które bawi się trochę w lato. Lucy zajada lody o smaku orzechów laskowych i kasztanów, ja sączę ulubione prosecco, a między nami na stoliku wielka zielona modliszka umiera targana co jakiś czas konwulsjami.
– Wiesz, że gdybyś naprawdę chciała być wobec niej humanitarna, to byś ją po prostu dobiła. Po co ona się tak męczy?
– Zwariowałaś! – odpowiada Lucy – ona nie jest ani chora, ani poturbowana. Jakby miała flaki na wierzchu to bym ją dobiła. Ona przecież z godnością w starości umiera, już tylko drgają jej ostatnie nerwy. Trzeba jej pozwolić w spokoju odejść.
– Serio? – dziwię się i zaraz wyciągam Nikona, żeby sfotografować dramatyczną scenę.
– Co ty robisz? – oburza się córka – co ty BBC jesteś, że szukasz chwytliwych kadrów.
– Tak tylko chciałam, bo to niemal poetyckie.
– Tak, tak dla BBC też mały zraniony słonik jest poetycki.
Odkładam nikona. Robi się jakoś poważnie i nastrojowo. Obydwie patrzymy jak modliszce co jakiś czas drga to jedna, to druga kończyna. Lucy dojada lody, ja dopijam prosecco, a modliszka wciąż jeszcze nie wydała ostatniego tchnienia. W końcu wstajemy, Lucy układa ją z namaszczeniem na dłoni i wracamy do domu.
Tuż obok tabliczki Biforco, Modliszka kończy swój żywot.
Lipy październikowe
Pierwsze są do zielenienia się i pierwsze do złocenia. Lipy to w Marradi prawdziwy spektakl. Teraz wzdłuż via Francini zrobiło się bursztynowo. To samo przed barem Biforco. Między nimi wciąż trwają cyklameny. Piękny czas. Jutrzejsza festa zapowiada się w iście spektakularnej oprawie. Kto może właśnie teraz do Marradi zawitać, ten będzie mógł cieszyć się sagrą w najpiękniejszym wydaniu.
Ja natomiast cieszę się dzieckiem, cieszę słońcem, cieszę chwilkami dającymi nadzieję na lepsze.
Dobrego wieczoru!



Jeden komentarz
Ta Modliszka to jest większy temat do zastanowienia; taka mocna przenośnia. Cudnie że Lucy zabrała ją ze sobą ❤️