Co autorka ma na myśli
Kiedy piszę o mojej zielonej dolinie – Dolinie Lamone, mam na myśli właśnie to, co na załączonych zdjęciach. Nieprawdopodobną bujność, intensywność, nasycenie – krótko mówiąc 100% zieleni w zieleni. Początek maja dokłada do tego jaskrawość i świeżość. Wciąż, choć lat już przecież tyle minęło nieprawdopodobnym wydaje mi się to, że jest mi dane żyć w miejscu tak niezwykłej urody.
Każdego dnia otula mnie puchatość apenińskich lasów, chroni zwartym kordonem łańcuch nieco zadziornych gór, rozświetla smutki, przepędza troski przyjazna atmosfera tego miejsca, ciepło niemal rodzinne, swojskość i ustronność, jakbyśmy byli troszeczkę poza wielkim światem.
Pakowanie plecaka czas start
Już prawie wszyscy pierwsi, wiosenni Goście wyjechali z Marradi. Teraz czas na mnie…
Okazało się, że Mikołaja płaszcz przeciwdeszczowy, w którym przetrwał kilka deszczowych dni w dziczy Norwegii nie jest wcale taki ciężki i poza tym, że sięga mi prawie do kostek, to mimo wszystko idealnie na moją wyprawę się nadaje. Zawsze te parę euro w kieszeni. Zostały do zrobienia zakupy w aptece. Power bank ma dziś kupić Mikołaj, jak tylko napisze swoją próbną maturę. A potem pozostanie już tylko wykurować moje gardło i zacząć powoli pakować mój śliczny fioletowy plecak.
Zaczęłam układać wszystko na podłodze i relacjonować stan rozrastania się „kupki” ekwipunku mojej Towarzyszce przygody, żeby mieć większą jasność, czy niczego nie zapomniałam.
Mam nadzieję, że pogoda nie będzie dawać nam bardzo w kość. Prognozy na ten moment są „takie sobie”, ale też nie mam zamiaru rwać sobie włosów z głowy, bo pogoda to jest coś, na co nawet najmniejszego wpływu nie mamy. Wszystko jest kwestią przygotowania się i odpowiedniego nastawienia. Najważniejsze, żeby nie było burzy z piorunami, bo to zwyczajnie niebezpieczne, a wszystkim innym perturbacjom będziemy stawiać czoła z uśmiechem.
***
Dolina Lamone od dwóch dni spochmurniała, choć zieleń w tej pochmurności nic na intensywności nie traci. Temperatura wróciła do wiosennej normy. Trzeba posadzić już pomidory, bo kiedy wrócę, będzie nieco późnawo… Spraw do załatwienia w te trzy dni wisi nad głową całkiem sporo – lekcje na powrót zaplanować, kwiaty na ślub zamówić, notariusza zaklepać, u Mario ogródek przekopać, opisać trekking z Caprai dopóki pamięć świeża i dwa trekkingi nie zleją się w jedno, Mikołajowi wstępnie lodówkę zapełnić, oddychać, wyciszyć się, żyć…
Dobrego dnia!



3 komentarze
Trzymam kciuki za powodzenie Twojej/ Waszej wyprawy. Wracaj cała i zdrowa, w pełni sił, do stawiania czoła nowym wyzwaniom i gościom ;););)
Pozdrawiam serdecznie !!!
A więc, patataj, patataj (to nasze takie rodzinne powiedzenie, jak ktoś z nas wyjeżdża) w drogę. Pięknych widoków, bezproblemowego przemieszczania się, pogody, przepięknych wrażeń i wracaj do nas z opowieściami. Pozdrawiam. Hanka
Pięknej drogi i szczęsliwego powrotu !