Trzy dni do wymarszu
Stosik na środku pokoju rośnie. Nadal brakuje do ekwipunku dwóch ważnych elementów. Czas na wyrównanie zaległości przed podróżą skrócił się boleśnie i już wiem, że ze wszystkim nie zdążę.
Prognozy pogody od wczoraj spłynęły większą łaskawością i będzie nam miło jeśli taka tendencja się utrzyma.
Od soboty do przyszłej środy w Domu z Kamienia będzie cisza, ale będę namiętnie relacjonować moją wyprawę na social mediach, więc zapraszam Was do obserwowania Domu z Kamienia na IG, na FB i na YT. Odnośniki do nich znajdziecie w zakładce „kontakt”. Od razu też poproszę, żebyście w tych dniach mieli cierpliwość – nie będę mogła odpowiadać na maile. W sprawach bardzo pilnych można się ze mną kontaktować przez instagram, natomiast mój messenger zazwyczaj jest zablokowany i praktycznie go nie używam.
Cieszę się na ten czas, bo będzie to sześć dni ze skupieniem się na sobie, z popatrzeniem w siebie, na rozmyślanie, na wyciszenie, na bezpośredni kontakt z naturą. Kiedy człowiek wędruje pieszo, wszystko dookoła zwalnia. Można skupić się na swoich krokach, na oddechu…
Wiosna przebąkuje o lecie
Nawet jeśli temperatury znów zrobiły się majowe, to jednak mam wrażenie, że lato gdzieś tam już powoli się zakrada. Kiedy szłam wczoraj odwiedzić Mario, wzdłuż drogi wybujałe trawy kipiały kolorową polifonią kwiatów. Zniknął już jednolity i dostojny fiolet wiosny. Teraz zaczyna się wyzwolone, letnie szaleństwo. Maki, margerytki, drobinkowe białe kwiatki, ginestre… Lato jest zdecydowanie moją ulubioną porą roku, czasem wolności i nieskrępowania.
Największa magia natury będzie się działa właśnie teraz. Jeśli o mnie chodzi, nic nie może równać się z zapachem lip, ginestre z niezwykłością świetlików migających w ciepłe noce, z pierwszą słodyczą czereśni i poziomek… Każda pora roku jest piękna, ale lato ma w sobie szaleństwo pogańskich tańców na łące, lekkość zwiewnych sukienek i ciepło, które rozgrzewa ciało i duszę.
Mikołajowi został już mniej niż miesiąc szkoły. Rozczula mnie myśl o tym, że oto ostatnie moje dziecko zamyka ten życiowy etap. Rozczula, ale też przynosi wielką ulgę. Mam takie wrażenie jakbyśmy wdrapali się razem na kolejny szczyt. Może nie jest to zbyt trafne porównanie, bo akurat wśród wszystkich problemów z jakimi musiałam się mierzyć, problemów ze szkołą dzieci nie było. Tak czy inaczej od strony organizacyjnej, czasem finansowej było to wyzwanie.
Matura włoskich licealistów zaczyna się 18 czerwca. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i niedługo będę mamą kolejnego studenta. Mam też nadzieję, że Mikołajowi wszystko dalej będzie układać się z przychylnym wiatrem.
Wracam do pakowania plecaka i do sadzenia pomidorów. Dobrej reszty dnia!


