14 września, 2026

Wrześniowy relaks

Droga zaczęła bardzo raptownie opadać w dół. Musieliśmy pomagać sobie rękami, ale uradowani byliśmy jak dzieci.  - Dobrze, że mieliśmy mieć niedzielę odpoczynku po cammino... - I po całym tygodniu pracy - zaśmiał się.  - Nie jesteśmy normalni.  - Ani trochę.  - Zwróciłeś uwagę jak mało jest w tym roku cyklamenów. O tej porze powinny ich być już całe dywany...

Co znajdziesz w tym artykule?

Przywilej nad przywilejami

– Jak pięknie jest być w takim miejscu, kompletnie poza turystycznym ruchem… – powiedziałam, kiedy siedzieliśmy z naszymi kanapkami i ichnusą na czubeczku bukowego zagajnika – właściwie poza jakimkolwiek ruchem. Czy tu w ogóle ktoś przychodzi? 

– Odkąd nie ma już przejścia przez Martignone… nikt, chyba że tacy wariaci jak my. 

– Wiesz to dla mnie wielki przywilej być tutaj. Wyobraź sobie, że w świecie pełnym chaosu są jeszcze takie miejsca gdzie nikt już nie dociera i mówimy w końcu o Europie, a my wiele takich miejsc mamy zaraz za progiem. 

– To prawda. 

Wyciągnął telefon i chwilę patrzył na mapę aplikacji… 

– A gdybyśmy nie wracali przez Martignone, tylko skoro jesteśmy już tu, to spróbowalibyśmy przedrzeć się do szlaku 00 i dalej przez Femina Morta zatoczyć pętlę?

Przyklasnęłam w ręce. 

Crespino del Lamone, Toskania z plecakiem, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Crespino del Lamone, Toskania z plecakiem, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Crespino del Lamone, Toskania z plecakiem, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Pretekst - grzybobranie

Zaczęło się od tego, że kilka dni temu siedzieliśmy w kuchni razem z Mikołajem i Cateriną i zajadając upieczone przez nich cynamonowe ślimaczki, rozmawialiśmy o grzybach.  

Niewiele myśląc ustaliliśmy, że w niedzielę idziemy na mały grzybowy rekonesans, nawet jeśli nikt jeszcze w miasteczku żadnych wici o znalezionych grzybach nie rozpuścił. 

Grzyby po TAKIM lecie to trochę jak czekanie na cud, ale kto wie… 

Crespino del Lamone, Toskania z plecakiem, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Crespino del Lamone, Toskania z plecakiem, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Trekking na pocieszenie

Dojechaliśmy do Crespino, nieopodal źródła nazywanego przez miejscowych „di Sette” zostawiliśmy auto i dalej ruszyliśmy pieszo. Początkowo szliśmy oznaczonym szlakiem, a potem już szlakiem – nie szlakiem, bo On będąc z Crespino zna tam przecież każdy kamyk, każde drzewko.

Dotarliśmy do Martignone – ruin starej posiadłości i dalej na dziko próbowaliśmy przedrzeć się przez gąszcz jeżyn. Nad Martignone znajduje się bowiem niezawodne grzybowe miejsce. Zwykle niezawodne – tym razem zawiodło, bo nie znaleźliśmy kompletnie nic. 

Bez cienia rozpaczy rozsiedliśmy się w pięknym miejscu i – tak jak wspomniałam na początku – cieszyliśmy się ciszą, przywilejem, kanapkami, ichnusą, ciepłą wrześniową niedzielą i przede wszystkim sobą…  

I tu właśnie zdecydowaliśmy, że nie wracamy tą samą drogą, tylko wędrujemy dalej. Zupełnie nieoczekiwanie zrobił nam się z grzybobrania imponujący, wymagający trekking – 17 km i ponad 800 m w górę. Zatoczyliśmy tak szeroką pętlę, że z niektórych miejsc widać było Abetone, Falteronę, Monte Morello, jezioro przy Vicchio, całe Mugello i nieskończoność falujących szczytów Appennino. 

Kiedy mijaliśmy szczyt Femmina Morta, On zatrzymał się i zaczął bajać…

– Kiedyś mama opowiadała mi, że tu blisko było domostwo. Pewnego zimowego dnia – a były to czasy, kiedy Apeniny zimą przykrywały metry śniegu i co za tym idzie, z takiego domu nie było się jak ruszyć nawet na krok – jeden z domowników zmarł. Mowy o natychmiastowym pochówku być nie mogło, ale też nie można było trzymać umarłego w domu. Zdecydowano zatem wynieść go albo ją – nie pamiętam czy była to kobieta czy mężczyzna – i zawiesić na drzewie, żeby zakonserwowane na zimnie zwłoki, bezpiecznie poza zasięgiem zwierząt poczekały do roztopów i godnego pochówku. Muszę sprawdzić, ale niewykluczone, że od tamtej historii tak nazwano ten szczyt – Femmina Morta (martwa kobieta). 

– Fascynujące. Uwielbiam takie historie. 

Droga zaczęła bardzo raptownie opadać w dół. Musieliśmy pomagać sobie rękami, ale uradowani byliśmy jak dzieci. 

– Dobrze, że mieliśmy mieć niedzielę odpoczynku po cammino

– I po całym tygodniu pracy – zaśmiał się. 

– Nie jesteśmy normalni. 

– Ani trochę. 

– Zwróciłeś uwagę jak mało jest w tym roku cyklamenów. O tej porze powinny ich być już całe dywany…

Dotarliśmy znów do Crespino dobrze po 17.00. 

– Ichnusa? 

– Ichnusa! Zasłużyliśmy! 

Pięknego nowego tygodnia! 

ROLKA trekkingowa. 

Crespino del Lamone, Toskania z plecakiem, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Crespino del Lamone, Toskania z plecakiem, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Crespino del Lamone, Toskania z plecakiem, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Crespino del Lamone, Toskania z plecakiem, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE

Poprzednie wpisy

Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media