11 września, 2026

Il Cammino del Gran Sasso – Etap III – a tak naprawdę piąty i ostatni

Droga po pierwszym dosyć raptownym podejściu złagodniała i choć podgórka ciągnęła się przez większość szlaku, to jednak była ona łagodna, szersza niż szlak i wyściełana głównie białymi kamyczkami. Dzięki temu mogliśmy w końcu wędrować obok siebie. 

Co znajdziesz w tym artykule?

Z Barisciano

Z Barisciano wyruszyliśmy zaraz po śniadaniu z duszą już o wiele lżejszą, bo czekał nas przecież najkrótszy etap. Wiedziałam, że jeśli oczywiście nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, cammino jest już nasze. Wiedział to też On, nawet jeśli bał się przed czasem głośno trąbić o sukcesie.

Oczywiście cammino to nie wyścig, to nie egzamin, czy być albo nie być i czasem może się zdarzyć tak, że z jakiegoś powodu nie uda się dojść do celu (pamiętacie moją Via Vandelli?), a zatem już wcześniej powiedziałam Mu: „nie o to chodzi, żeby dojść, tylko, żeby iść, a jeśli ja mogę iść razem z tobą, to już jest dla mnie pełnia szczęścia”. 

Oczywiście tak się łatwo mówi i sama moją Vandelli opłakałam, a ponieważ w wielu kwestiach jesteśmy podobni, doskonale zdawałam sobie sprawę, jak ważnym jest dla niego udowodnić sobie, że da radę tym 70 km po górach. 

– Bravo amore! Widzisz? Mówiłam, że się uda!

– Jeszcze zostało nam trochę kilometrów…

– Tak, ale do auta dojść musimy, choćbyśmy mieli iść do nocy.

– To prawda.

Z Barisciano szlak wystartował niemal od razu dosyć stromym podejściem i podejście miało nam towarzyszyć przez większość piątego (dla nas trzeciego) etapu.  

Dom z kamienia, blog Kasi Nowackiej, Abruzzo, il Cammino del Gran Sasso
Dom z kamienia, blog Kasi Nowackiej, Abruzzo, il Cammino del Gran Sasso
Dom z kamienia, blog Kasi Nowackiej, Abruzzo, il Cammino del Gran Sasso
Dom z kamienia, blog Kasi Nowackiej, Abruzzo, il Cammino del Gran Sasso

Łagodność i jeszcze raz Corno Grande

Na tym samym paliku, na którym zostawiliśmy stickera, znaleźliśmy też naklejkę naszej lokalnej grupy od trailu! Ucieszyliśmy się jak dzieci, na widok znajomego logo. 

Droga po pierwszym dosyć raptownym podejściu złagodniała i choć podgórka ciągnęła się przez większość szlaku, to jednak była ona łagodna, szersza niż szlak i wyściełana głównie białymi kamyczkami. Dzięki temu mogliśmy w końcu wędrować obok siebie. 

Czasem rozmawialiśmy, czasem milczeliśmy bez skrępowania, a kamyki znów unisono chrzęściły pod naszymi nieco zmizerowanymi już Hoka. 

Etap, co do którego nie miałam żadnych oczekiwań zaskoczył i ostatecznie wpisał się na drugim miejscu tuż po pierwszym, właśnie dzięki swojej łagodności, która powoli powoli znów zaprowadziła nas w górę, gdzie jeszcze raz wyłonił się przed nami Corno Grande.  

Na te ostatnie 19 kilometrów nie musieliśmy zabierać prowiantu, poza batonikami przetrwania, bowiem ostatnim punktem na wysokości, przed karkołomnym zejściem do Fonte Cerreto było schronisko Montecristo. 

Tam posililiśmy się zasłużonym panino, a mając przed sobą już tylko kilka kilometrów pozwoliliśmy sobie nawet na skromne piwo.  

Dookoła panował gwar, gdyż z racji tego, że schronisko jest blisko drogi, wielu miejscowych przyjeżdża tu na niedzielny obiad. Miałam wrażenie, że tamtej niedzieli zjechało się tam pół Abruzzo w odświętnych odzieniach – jedni na urodziny, inni na rocznice, co stół, to inna festa… Tylko my i kilku innych wędrowców przycupnęliśmy na uboczu z naszym kurzem, potem i szczęściem jakie daje cammino.  

Odsapnęliśmy dłuższą chwilę i w końcu zaczęliśmy zsuwać się do Fonte Cerreto. „Zsuwać się” nie jest tu metaforą, ostatnie kilometry szlaku to trochę walka o przetrwanie na stromym, szutrowym szlaku. Sił dodawał nam widok parkingu, który ze  szczytu wydawał się tylko małą plamką, ale tam na tej plamce czekał na nas Gianly…

Dotarliśmy do celu dokładnie o 15.00. Wróciliśmy do sklepu, w którym kupiliśmy przed wymarszem dodatkowy termos, żeby, tak jak obiecaliśmy właścicielce, opowiedzieć o naszej wyprawie. Było przemiło, wzruszająco, ciepło. To właśnie ta kobieta opowiedziała nam o wyklętym przez rodziców Federico i o tym jak powstał ten szlak. 

– A teraz zostajecie tu jeszcze na noc? Gdzie śpicie? 

– Mamy skamperyzowane auto, śpimy, gdzie chcemy. Mieliśmy jechać nad morze, ale jest za gorąco na spanie tam, więc chyba wrócimy na górę i dopiero rano zjedziemy na wybrzeże. 

– Jedźcie nad jezioro Campotosto – powiedziała kobieta konspiracyjnym tonem – to 30 minut drogi stąd. Tam są piękne zachody słońca… 

Popatrzyliśmy na siebie porozumiewawczo, a chwilę potem pożegnaliśmy się i ruszyliśmy po ostatnią pieczątkę do naszych credenziali, po prowiant na śniadanie i w końcu do auta, za którym trochę się stęskniliśmy.

Ostatnia ROLKA tego cammino oraz ROLKA z tym, co było przed i po. 

Dobrego weekendu!

Dom z kamienia, blog Kasi Nowackiej, Abruzzo, il Cammino del Gran Sasso
Dom z kamienia, blog Kasi Nowackiej, Abruzzo, il Cammino del Gran Sasso
Dom z kamienia, blog Kasi Nowackiej, Abruzzo, il Cammino del Gran Sasso
Dom z kamienia, blog Kasi Nowackiej, Abruzzo, il Cammino del Gran Sasso
Dom z kamienia, blog Kasi Nowackiej, Abruzzo, il Cammino del Gran Sasso
Dom z kamienia, blog Kasi Nowackiej, Abruzzo, il Cammino del Gran Sasso
Szara plamka pośród zieloności to nasz parking.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE

Poprzednie wpisy

Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media