Flashback
Kiedy we wtorek wieczorem rozmawiałam przy kolacji z Moją Drugą Parą Hoka o Lucy, nagle pojawił się w mojej głowie flashback…
Jest jesień albo późne lato 2023. Siedzimy z Pawiem przy stoliku w bolońskim bistrò. Lucy żegna się z nami i powoli zrezygnowanym krokiem oddala. Jest taka chudziutka, drobniutka, mam wrażenie, że lekka flanelowa koszula ciąży jej, jakby była z ołowiu. Ramiona ma spuszczone, poddane, każdy krok zdaje się gigantycznym wysiłkiem. Nie chce zostać z nami na obiedzie, woli iść do swojego domu. Patrzę jak się oddala nie odwracając się za siebie i serce rozlatuje mi się na milion kawałków, a każdy z tych kawałków zalewa się łzami i zachłystuje spazmem. Ileż ja bym dała za to, żeby ona była szczęśliwa. W tamtym momencie mam ochotę wstać i wrzeszczeć na salę gardło: „Niech ją ktoś pokocha, tak naprawdę całym sercem!”
Trzy lata później Lucy jest już inną Lucy. Uśmiecha się i pisze do mnie: „Nigdy w życiu nie byłam tak szczęśliwa, jak teraz”, a ja -szczególnie teraz – doskonale wiem, co ma na myśli.
– Było wspaniale widzieć je razem w mojej kuchni… – przy kolacji pełna entuzjazmu opowiadam o wyczekanym spotkaniu. – Lucy była taka pogodna! W jej sytuacji naprawdę trudno jest znaleźć kogoś, kto pokocha całym sobą.
– To jest trudne w każdej sytuacji – odpowiada filozoficznie.
– To prawda…
– Ale masz rację. W jej przypadku, rzecz jasna, jest to jeszcze trudniejsze. Ja też się cieszę jej szczęściem.
Nie wiem ile takie szczęście potrwa, bo to przecież ciężko przewidzieć, co będzie jutro, za tydzień, a gdzie tu wróżyć o całej reszcie życia, ale mam nadzieję, że będzie już tylko pięknie i piękniej. Tego z całego serca im życzę.
Drewniane sowy
– Gdzie masz swoją sowę? – zapytała Lucy, kiedy ja po obiedzie usiadłam już do lekcji, a one zbierały się do wyjścia na spacer.
Drewnianą sówkę, która zawsze stoi obok komputera wystrugała mi kiedyś Lucy z kawałka drewna. Dziś ta figurka jest takim moim talizmanem.
– Popatrz co ona ma! – odwróciła się w kierunku drzwi – tak jej się podobała, że kiedy jej wysłałam zdjęcie wystrugała sobie podobną.
Teraz moja sowa ma swoją bliźniaczkę za oceanem, a ja mam nadzieję, że ten dystans w niedalekim czasie się skróci.
To było naprawdę piękne popołudnie, a ja starałam się wzbić na wyżyny z moim kulawym angielskim.
Oby w końcu to moje dziecko miało już zawsze swoje szczęście!
Pięknego dnia!


