O listopadowych weekendach
Tylko pierwszy listopadowy weekend, choć podszyty stresem, przyniósł garść spełnionych planów, za którymi szła wielka radość. Każdy następny był staczaniem się po równi pochyłej. Zdecydowanie listopadowe weekendy się w tym roku nie popisały. Zupełnie jakby mi ten listopad chciał dać prztyczka w nos za zbyt hojnie słane w jego stronę peany.
Teraz aż boję się myśleć o grudniowych planach. Zastosowałam taktykę ze szlaku, którą stosuję przy pokonywaniu najgorszych „podgórek”. Patrzę najwyżej metr przed siebie, nigdy dalej, żeby się nie demoralizować. Podnoszę głowę dopiero, kiedy wdrapuję się na wypłaszczenie czy też szczyt. I tak chyba zrobię w tym roku z grudniem, bo już sama myśl o nim przyprawia mnie o gęsią skórkę.
Znów na szlaku
Z planami jest najtrudniej, kiedy ich realizacja nie zależy tylko od nas. I właśnie dlatego, żeby nieco podleczyć poturbowaną duszę po listopadowych perturbacjach, postanowiłam zwolnić skromną zwykle w lekcje środę i ruszyć na szlak. Tylko jeden dzień, ale trasa interesująca, a dystans przedni i przede wszystkim SAMA.
Już się cieszę na samą myśl o tym. Plecak, buty, cisza, kilometry, nieznajome, nieznane, nieodkryte, skupienie, ja.
Będzie to kolejny rozdział do książki – rozdział, którego do wczoraj w ogóle miało nie być. Narodził się spontanicznie, z potrzeby serca. Z racji krótkich dni, będzie to pewnie bardziej trail niż trekking, ale kiedy idę sama, mogę sobie na to pozwolić. Relacja na bieżąco znajdzie się na moim IG, gdzie jak zawsze zapraszam. Teraz zdradzę tylko tyle, że jest to historyczny szlak, który łączy dwa ważne toskańskie miasta. Sama jestem go bardzo ciekawa.
Chciałabym już zamknąć temat trekkingowej książki i puścić ją w świat. Zostały trzy miesiące pracy nad tekstem, a potem cała zabawa z korektą, autoryzacją, wybieraniem okładki, precyzowaniem ostatecznie tytułu i szlifowaniem. Mam nadzieję, że do wiosny będzie już w księgarniach.
Nie mogę się tego doczekać, bo w głowie mam kolejny projekt. Wiem, że wszyscy czekają na TĘ jedną jedyną, ale do tej publikacji chwilowo nie wiem jak się zabrać, tym bardziej, że chyba zrobi się z tego opowieść na miarę (mam tu na myśli miarę w dosłownym znaczeniu tego słowa) „W poszukiwaniu Straconego Czasu”.
Dobrej reszty dnia.
Dziś jeszcze raz bardzo chę Wam podziękować za wszystkie kawy i patronite. To nieoceniona pomoc przy moich działania i prawdziwe dodanie skrzydeł. Za każdą następną z serca dziękuję <3


