Alba
Alba to po włosku świt. Bardzo lubię to słowo… Jest w nim delikatność, jasność, dostojność.
I dziś był taki piękny świt! Taka piękna alba… Nadziwić się nie mogłam. Trzeba przyznać, że jeśli chodzi o efekty specjalne słońca, żaden inny miesiąc nie może się równać z październikiem. Cuda się teraz dzieją na jesiennym niebie. Pewnie podobne słowa nie raz już w minionych latach pisałam, ale jednak niezmiennie mnie to zadziwia. Kiedyś jedna z Czytelniczek bloga napisała o Domu z Kamienia: „to codzienna suma zachwytów nad życiem” i tak właśnie jest, już od lat!
Nie bacząc więc na powtarzalność, każdego ranka i niemal każdego wieczora zachwycam się tak, jak za pierwszym razem.
Więcej zachwytów
W ogóle lista moich zachwytów jest ostatnio długa (frustracji niestety też). W minionych dniach zachwycałam się w myślach tym, że On pamięta moich uczniów i często na koniec dnia pyta mnie:
– A Magda jak? A Olga? Asia? Ela? A Musicista jest zadowolona? A twój Aktor robi postępy? A jak idzie Maturzystce?
To jest dla mnie abstrakcyjna rzecz, że kogoś moja praca interesuje i że nie pyta się o szczegóły, „bo tak wypada”, tylko dlatego, że naprawdę się tym interesuje. Dopiero teraz uzmysławiam sobie, że nigdy tak naprawdę nikogo nie interesowało to, co robiłam – to znaczy nie interesowało w takim właśnie sensie albo też nikt tego zainteresowania nie umiał mi pokazać. Zachwyt.
Jest 2 października. Wchodzę do rzeźnika po mięso na kolację, bo On szepnął, że chciałby zjeść moich „straccetti di pollo„. Nasz rzeźnik po urlopie wygląda tak, że nie wiem, co on robi za ladą, powinien raczej pozować dla Armaniego! Zachwyt.
W warzywniaku kupuję torbę słodkich śliwek, cebulę z Tropei, cukinie i sałatę, potem w forno świeży chleb, bo na obiedzie zaraz będą Goście. Po zakupach wracam do Biforco, a ciepły wiatr łopocze mi wokół gołych nóg kwiecistą spódnicą. Zachwyt.
Telefon odzywa się ulubionym dźwiękiem.
– Gdzie jesteś? – pyta On w wiadomości głosowej, a ja w odpowiedzi wysyłam zdjęcie.
Za kilka minut podjeżdża i niespodziewanie korzystając z pięciu wolnych minut, podwozi mnie te 500 metrów pod dom. Taki pretekst, żeby w ciągu dnia, nieplanowanie pobyć przez minutę razem. Jeszcze jeden zachwyt.
Frustracje przemilczę taktownie, bo i tak świata nie zmienię.
Dobrego weekendu!



3 komentarze
Ależ cudowne niebo !! Kasiu , kocham Twoje zdjęcia. Wszystkie !
Coś niesamowitego. Zachwyt!
Pod zachwytem w temacie zdjęć podpisuję się rękami i nogami!!!