Niebanalne imiona
– Jak chciałabyś się nazywać, gdybyś mogła sama wybrać sobie imię?
– Kiedyś marzyłam o niepopularnym imieniu, bo bycie Kasią w moim pokoleniu to był banał, ale teraz lubię być Kasią. Na pewno jestem jedyną Kasią w całej gminie, a może i dalej, więc mam wymarzoną oryginalność
– No dobrze, ale jakie imię myślisz, że do ciebie pasuje?
– Lubię imiona z mitologicznymi koneksjami. Gaja mi się zawsze podobało. O! Wiem! Helena! Brzmi pięknie w każdym języku, a to też ważne.
– A Penelopa?
– Samo imię jest w porządku, ale przecież znasz historię Penelopy. Nie, dziękuję.
– A Giuditta? Judith?
– Judyta… – Imię takie sobie, ale kojarzy się o wiele lepiej niż ta nieszczęsna Penelopa. A według ciebie jakie imię do mnie pasuje?
Krótką chwilkę się zastanawia, a potem zdecydowanym tonem mówi:
– Mariasole!
Dusza się wzrusza…
– Naprawdę tak mnie widzisz? O zobacz ile fiołków! Zrobisz zdjęcie?
Mariasole
Mariasole to piękne imię, które jest połączeniem Maria, z hebrajskiego Maryam i Sole, czyli słońce. Może być interpretowane jako: „Ukochana słońca” albo „Pani światła”, uważa się, że kobiety noszące to rzadkie imię mają w sobie ogromne pokłady ciepła i empatii dla innych, niosą słońce, są pozytywne i radosne, kochają sztukę i żyją w zgodzie z naturą.
Rozczulił mnie fakt, że tak właśnie postrzega mnie moje Dziecko. Nawet jeśli ten mój wewnętrzny optymizm ostatnio szwankuje.
Zdrobnieniem od Mariasole najczęściej jest po prostu Sole – Słońce.
Nadal bez wielkich wieści
Czwartek, tak jak się obawiałam, nie pozwolił uporać się ze wszystkim i najgorsze w tym wszystkim było to, że nie zdążyłam na czas odwiedzin do szpitala. Szczęśliwie i niespodziewanie odwiedził Mario nasz serdeczny przyjaciel i w chwili, kiedy zamknęłam komputer po ostatniej lekcji, przysłał mi długą relację z tej wizyty pełną nieco optymistyczniejszych słów.
Ponieważ wyjazd do Faenzy nie doszedł do skutku, udał się choć skromny godzinny spacer na dwie pary nóg i fotografowanie kwiatów oraz zielonych pączków na gałązkach.
Kilka piątkowych godzin znów upłynęło na szpitalnym korytarzu. Tym razem nie mam żadnych nowych wieści. Trzeba czasu – tylko tyle i aż tyle. Trzeba wykrzesać z siebie resztki pozytywnego myślenia i wiary, że będzie choć trochę lepiej. Trzeba udowodnić, że choć krztyna tej Mariasole we mnie jest. Nie ukrywam jednak, że wizyty w takich miejscach optymizmowi zupełnie nie sprzyjają.
Styczeń schodzi ze sceny w deszczu. Tak też ma rozpocząć swój występ luty. Potem na szczęście idzie słońce. Kwiatów przybywa, niektóre gałązki pączkują. Książka stoi w miejscu. Błoto na buciorach już dawno obeschło…
Dobrego weekendu!



4 komentarze
Kasiu, a propos imion: kiedy moi rodzice nadali mojej siostrze imię Katarzyna, a mnie Hanna, sąsiadka do sąsiadki powiedziała: : taka inteligencka rodzina, a dali córkom wsiowe imiona Kaśka i Hanka. Pozdrawiam i podtrzymuję na duchu. Hanka
dziękuję:) a Hanka zawsze mi się podobało:)
Mariasole, pasuje idealnie💗
🙂