Rozkrok
Żyję w rozkroku pomiędzy normalnymi biforkowymi obowiązkami, sprawami nadprogramowymi, które spadły na początku roku i szpitalem. To co wcześniej, jeszcze tak niedawno, było chronicznym brakiem czasu, dziś wydaje mi się, że było wakacjami. Staram się nie oszaleć, a w tej sytuacji jest to prawdziwe wyzwanie. Nie jest łatwo pogodzić teraz wszystko to, co spadło mi na głowę, a na myśl o kolejnej odwołanej lekcji robi mi się słabo. Muszę pracować, teraz jeszcze więcej niż wcześniej.
Ilość spraw do ogarnięcia umysłem przytłacza. Jednocześnie wpisana w oprogramowanie mojego DNA zadaniowość nie zawodzi i nawet jeśli czasem z bólem głowy, z łzą na rzęsie, z nieprzespanymi nocami, to jednak jakimś cudem pcham to wszystko do przodu.
Pociechą jest uśmiech Mikołaja, bliskość Bolońskiego Dziecka… i planowanie karnawału z grupą przyjaciółek. Kiedy bardzo późnym wieczorem usiadłam przy innym biforkowym stole przy kieliszeczku amaro i z grupą roześmianych kobiet wybierałam elementy fantazyjnego anturażu do naszego grupowego przebrania, przez chwilę moja głowa skupiła się tylko na odcieniach różu. I to było takie miłe, beztroskie skupienie…
Drugi dzień kosa
Takie momenty dla równowagi są potrzebne.
Drugi dzień kosa również mija pod znakiem wiosny. Dopiero na przyszły tydzień zapowiadane jest ochłodzenie, ale przyszły tydzień jest dopiero za kilka dni, więc dziś nie ma sensu się nad tym zastanawiać. Wszystko w życiu, życie całe potrafi się zmienić w jednej sekundzie.
Za dobre słowa dla Mario bardzo serdecznie dziękuję. W odpowiednim momencie każde jedno pozdrowienie przekażę. Oby ten moment nadszedł jak najszybciej.
Dobrego dnia.


