Bardzo długi miesiąc
Zawsze mam takie uczucie, że październik jest najdłuższym ze wszystkich miesięcy. Może trochę wynika to z tego, że w październiku zawsze dzieje się dużo i najczęściej jest to miesiąc przemiany pory roku.
Tak też było i tym razem. Jeszcze dziesięć dni temu biegaliśmy „rozgogoleni” – jak mawia moja Mama, a teraz już niestety coś cieplejszego trzeba na ramiona narzucić. W ciągu dziesięciu dni nastała prawdziwa jesień – wciąż ta ładna, kolorowa, przydymiona, ze spektaklem świtów i zachodów, ale jednak jesień. Nie wiem kiedy różowe kwiaty lagerstroemi zastąpiły ciemne kuleczki, a liście zrobiły się bursztynowe, lipowe gałęzie z każdym dniem robią się coraz bardziej nagie, wzdłuż Via Francini ściele się miękko szeleszczący dywan, tylko cyklameny wciąż dzielnie się trzymają i nic sobie nie robią z coraz chłodniejszych poranków.
Od przyszłego tygodnia ma nawet nieco podupaść na urodzie ściągając do doliny wątpliwe towarzystwo chłodu, chmur i deszczu. Tak czy inaczej trzeba przyznać, że ten najdłuższy ( w moim mniemaniu) miesiąc w tym roku urodą przebił swoich poprzedników. Z podsumowaniem powinnam jeszcze dwa dni poczekać, ale nie wiedzieć, czemu „podsumowaniowo” zrobiło mi się dziś.
Grzyby, festy, wojaże
Grzyby, grzyby i jeszcze raz grzyby – tak mogłabym w skrócie podsumować październik 2026. Była też podróż, z rowerową przygodą, były trekkingi, było wspólne gotowanie, degustacje wina, zajadanie kasztanów na placu, towarzyskie spotkania, dużo pracy, trochę zmartwień, ale też dużo przyjemności i wzruszeń.
Dziś zostawiam kuchnię młodzieży. Niech się goszczą, niech cieszą się sobą, niech wreszcie Mikołaj odbierze amerykański podarki i uściśnie rękę osobie, która uszczęśliwiła jego siostrę.
Już za chwilę przed nami weekend październikowy listopadowy. Moja Druga Para Hoka coś przebąkuje o Toskanii, a ja mam nadzieję, że do tego przebąkiwania dopiszemy wieczorem sensowny plan.
Dziewczyna z gór zwiozła nam porcję świeżych, prawdziwych bio warzyw i dziś na kolację mamy zamiar znów przygotować sobie ucztę. Poza tym w moim ogródku nadal dojrzewają słodkie pomidory, szczerze mówiąc są nawet ładniejsze teraz, niż w sierpniu, kiedy gotowały się na krzakach.
Niech to będzie dobra reszta dnia! Po wczorajszym kryzysie, do którego przyczynił się zepsuty piec i kurier ignorant potrzebuję na już krztyny ciepła i beztroski i tej Wam również życzę u schyłku października.


