Białe przebudzenie
W nocy z piątku na sobotę przetoczyły się nad Toskanią i nie tylko pierwsze śniegi. To, że śnieg w naszych Apeninach, to nic nadzwyczajnego, nawet jeśli nie widzieliśmy go chyba od trzech lat, ale już w innych regionach budził wielkie poruszenie. Internet zasypały zdjęcia z różnych miast i miasteczek, szczytów i przełęczy. U kogo więcej, u kogo ładniej, u kogo bardziej droga nieprzejezdna.
Sypało w nocy, potem śnieg się zmieszał z deszczem, potem było nie wiadomo co, a dziś rano jest tak, jak na zdjęciach, tylko do tego zimno jak w psiarni.
Po mnie tym razem spłynął ten śnieg jak po przysłowiowej kaczce. Nic mnie to nie ruszyło. Tyle innych spraw nęka i zaprząta głowę, że śnieg nie robi mi w ogóle różnicy. Jeszcze chyba nigdy nie patrzyłam na zimę za oknem z takim spokojem, żeby nie powiedzieć obojętnością. Jest zima, jest zimno, bywa nawet śnieg. Kropka.
A to, że ta zima wgramoliła się jesieni na głowę w ciągu jednej nocy, to już jest inna sprawa.
W ferworze pisania
Sobota wpisała się idealnie w klimat „chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to opowiedz mu o swoich planach”. Tak jak i minione weekendy, tak i ten popisał się planami spalonymi na panewce i chwilowo znów opadło mi wszystko, co mogło opaść, co wcześniej jakimś cudem jeszcze nie opadło.
Na szczęście – choć to do mnie niepodobne, bo zwykle w takich momentach chodzę z kąta w kąt i miejsca sobie znaleźć nie umiem – wczoraj wpadłam, chyba ze złości, w wenę twórczą i popchnęłam pracę nad książką o dobre kilka kroków do przodu. Gdyby nie ten „mały sukces”, wpadłabym w podwójny dół, bo oprócz smutków, miałabym na sobie niechciany bagaż przetrwonionego idiotycznie czasu.
Pisałam i pisałam nieprzerwanie, aż skomponowałam jeden z najbardziej pracochłonnych rozdziałów. Nawet nie musiałam walczyć z pokusą przerywników w stylu „rzucę okiem, co tam na Instagramie”.
I teraz też wracam do pisania w nadziei, że produktywna wena jeszcze się we mnie tli. Może to będzie dobry sposób na niemyślenie przez chwilę o tym, że gwiazdy mnie chyba jednak nie bardzo lubią.
U kogo dziś też zimowy poranek?
Pięknego dnia!



5 komentarzy
Dzień dobry Kasiu 🙂 jak to miło, jak z rana jest wpis od Ciebie! Piję kawkę i przenoszę się do Toskanii 😉 Tak, u mnie (Śląsk) też śnieżny poranek. Życzę Ci owocnego dnia i przesyłam wielkie serdeczności!
Pięknego dnia <3
I u mnie Kasiu zimowy poranek, chociaż Kalisz słynie z najmniejszej średniej opadów w Polsce! Troszkę biało, troszkę prószy. Dawno Kasiu nie pisałaś nic o Mario i Jego powrocie do zdrowia? Czy rehabilitacja postępuje, czy wszystko OK? Pozdrawiam. Hanka
U Mario bez zmian. Wrócił do swojego dawnego życia, choć nie wszystko jest tak, jak było. Z racji znacznej utraty słuchu i braku auta jest niestety zależny trochę od innych, ale poza tym ma się jakoś. Teraz jest czas polowania, więc przynajmniej ma jakąś rozrywkę z przyjaciółmi. Dziękuję w jego imieniu za pamięć. :*
W Warszawie zimowy wieczór. Dołączam się do pytania o Mario, dawno o Nim nie pisałaś Kasiu.
Pozdrawiam, Kasia praska