Florencja bez celu
Szpital Careggi jest położony nieco wyżej niż centrum miasta. Tu zaczynają się pagórki, a tuż obok wznosi się Monte Morello. To bardzo ładna część Florencji i przez chwilę nawet kusiło mnie, żeby wrócić do centrum pieszo. Taka myśl trwała jednak tylko chwilę i po przemyśleniu stwierdziłam, że tym razem – co zupełnie nie w moim stylu – lepiej zdać się na tramwaj. Nie miałam bowiem w planach spaceru do wieczora, chciałam wrócić do Biforco wczesnym popołudniem.
Rzecz jasna wrócić do domu od razu, byłoby grzechem, więc spacer być musiał, ale ponieważ nie było żadnej nowej wystawy, na której mi zależało, żadnego szczególnego miejsca, które chciałam odkryć, więc dawka Florencji tym raz. Miałam ochotę na snucie się bez celu jak „wolny elektron”.
Świąteczne przygotowania i pewne spotkanie
Pomyślałam, że odwiedzę moje ulubione place i zakamarki i nacieszę się listopadowym fotografowaniem. Choć prognozy jeszcze kilka dni wcześniej były zatrważające, to ostatecznie po porannym, przelotnym deszczu została tylko piękna tęcza. Do tego wcale nie było zimno, więc wdzięczna byłam sama sobie za nieodebranie z pralni zimowego płaszcza.
Najpierw podreptałam na Piazza della Repubblica, gdzie właśnie zabierano się za strojenie choinki i słynnej karuzeli. Potem pomyślałam, że wstąpię na Santa Croce, żeby na własne oczy przekonać się, że świąteczne mercatino już się zaczęło.
Z Santa Croce powędrowałam nad Arno i wzdłuż rzeki, poszłam aż do Ponte alla Carraia. Wcześniej jednak przystanęłam, żeby dwa tysiące sto siedemdziesiąty piąty raz sfotografować Ponte Vecchio i zrobić kilka tradycyjnych selfie. I właśnie jak mizdrzyłam się do telefonu, podeszła miła Pani i zapytała nieśmiało:
– Pani jest Polką?
– Tak.
– I to pani napisała książki o Florencji?
– To ja… – rozpromieniłam się.
– Tyle pięknych rzeczy odkryliśmy z pani książką! Mamy ją w plecaku!
Byłam wzruszona i onieśmielona, bo takie spotkania, które już w przeszłości kilka razy mi się przytrafiły, są dla mnie nadal niezwykłością. To naprawdę wspaniałe spotkać we Florencji Czytelników i móc zamienić kilka słów.
Bardzo za to króciutkie i spontaniczne spotkanie dziękuję.
San Frediano
Spacer wzdłuż Arno był wyjątkowej urody i podarował jeszcze jedno drobniutkie wzruszenie. Nad jedną z wystaw obok Palazzo Ferragamo widniał szyld: Il Borro. Rozczuliłam się na wspomnienie mojego ostatniego cammino z Elą i naszego spaceru w deszczu po z starej średniowiecznej osadzie o tej właśnie nazwie. Zaraz pomyślałam, że z racji bliskości Ferragamo to nie może być przypadek.
Wystawa zastawiona była winami z etykietką, na której widniała grafika przedstawiająca il Borro ze słynnym mostem, po którym szłyśmy dokładnie miesiąc wcześniej.
Przeszłam w końcu przez „Carraię” i zaraz zniknęłam w plątaninie uliczek mojej ulubionej dzielnicy. San Frediano…
Dookoła panował niemal senny spokój. W ogóle ta wczorajsza, poranna Florencja była nienaturalnie wyludniona i spokojna.
Na Piazza del Carmine dwóch chłopaków ładowało na wózek trumnę, czy też sarkofag, czy też cokolwiek to było z papieską czapką na wieku. Na moich ulubionych krzesełkach pod wciąż kolorowymi drzewami siedziało kilka osób, a dookoła rozchodził się świeży zapach ziół i nie mam tu na myśl oczywiście rozmarynu ani mięty.
Złapałam kilka kadrów i poszłam dalej na Santo Spirito. Tam rzuciłam pobieżnie okiem na stragany z mydłem i powidłem, a potem zerknęłam na zegarek i stwierdziłam, że to już najwyższa pora na moje ulubione crostini w najlepszej fiaschetterii.
Nim jednak doszłam do Nuvoli, przeszłam przez dziedziniec Palazzo Strozzi zaciekawiona nową instalacją sztuki współczesnej, a potem zatrzymałam się znów na Piazza della Repubblica, gdzie grupa ulicznych muzyków porywała ludzi do podrygiwania, a niektórych nawet do tańca.
I w końcu przyszedł czas na kieliszeczek chianti i namiastkę obiadu, a potem czekanie na pociąg i powrót do domu, w przykryte już chmurami Appennino.
O tym co te chmury przyniosły, opowiem już jutro.
Pięknej soboty!



5 komentarzy
Ojoj! Pewnie wredna jestem ale zazdroszczę tych spacerów. Serdeczne dzięki za zdjęcia.
Ja sama czasem sobie zazdroszczę 🙂
To jest żyćko!!!! Cudnie ❤️
Prawda?:)
W Palazzo Strozzi jest wspaniała wystawa (i w Museo San Marco). Careggi – ach, dla mnie to przede wszystkim Villa, Akademia Platońska, Cosma, Lorenzo, Ficino… kiedyś tętniła życiem, buzowały tu myśli i intelekty, niestety nadal niedostępna, głucha, nic się tam nie dzieje.
Serdeczności