Rozgrzewka
W pół godziny uporaliśmy się z ulokowaniem 72 worków peletu w cantinie. Rach ciach i było po sprawie, tylko pot ciekł strumieniami – nie bez powodu mówi się, że drewno na opał czy pelet rozgrzewają dwa razy.
– Z tobą nawet wnoszenie worków peletu do cantiny è bello.
– Wszystko co robimy razem jest bello – uśmiechnął się i zamaszystym, popisowym szarpnięciem patelni przemieszał makaron.
Kolację przez ten rozładunek jedliśmy później niż zwykle. Kiedy kończyliśmy ją przygotowywać, olśniło mnie – oczywiście znów po fakcie – no przecież ja miałam robić ładne zdjęcia i w końcu odświeżyć Kuchnię w Kamiennym Domu.
Mamy trzy popisowe makarony, a ja jeszcze żadnego z nich nie opublikowałam. Wczoraj na przykład była pasta z ricottą, szafranem, cukinią i speckiem…
Lepiej, żebym ja już niczego nie obiecywała, tylko następnym razem blogowo bardziej się postarała.
Aktualności u najmłodszego pokolenia
Mikołaj w ostatnich dniach pada z nóg, jego dzień pracy wyciągnął się nawet do 14 godzin. Bezlitosne prawa winobrania. Jest tak zmęczony, że nie wiem jak ma jeszcze siłę łapać się innych zajęć. Potrzeb i marzeń ma wiele, a te niestety kosztują. Wystarczy popatrzeć na Gratka, który woła o pójście na emeryturę… Jest mi żal, że Mikołaj nie ma obok siebie innego oparcia poza mną – tak, również finansowego, bo to ważne na starcie w dorosłe życie. Ja staję na głowie, żeby mu pomóc, ale ja tak mało w sumie mogę.
Poza tym jest szczęśliwy, ma swoją Caterinę i niech im się tylko wiedzie jak najlepiej. Caterina tymczasem rozpoczęła ostatni licealny rok.
Nie wiem, co z nimi będzie. Nikt tego nie może dziś wiedzieć, ale tak czy inaczej drażnią mnie opinie „doświadczonych”, że przecież tacy młodzi to im się jeszcze pięć razy zmieni. Może się zmieni, a może zostanie na zawsze. Czasem ta jedna jedyna miłość przychodzi do człowieka w wieku 17 lat, a czasem w wieku 50…
Lucy…
Lucy skończyła trzy lata studiów, jednak zostały ostatnie egzaminy i w końcu obrona pracy. Wszystko przesunęło się w czasie z dwóch powodów. Przede wszystkim stan poważnej depresji w zeszłym roku odsunął uniwersytet na drugi plan. Trudno mi do tego wracać, bo to był traumatyczny czas i dla mnie i dla niej. Lęk o dziecko, które traci wolę życia jest destrukcyjny. Tego lęku tak do głębi nie miałam z kim dzielić. Niosłam go sama. Nawet najbliżsi nie wiedzą, czym był dla mnie rok 2025.
Ten etap się skończył, ale zostały inne kwestie. Dziś wiem, że Lucy chciała poczekać z wieloma sprawami do momentu, kiedy będzie miała w ręku dokumenty z właściwym imieniem. I ten proces zakończy się wreszcie w listopadzie. Chciałam przyjechać na rozprawę do Florencji z prosecco, ale poprosiła mnie, żebym została w domu. Według niej nie można świętować czegoś, co powinno być dane z automatu, a nie kończyć się sądowym procesem. Pewnie ma rację, ale trochę mi tego żal. Milczę pokornie.
Może potem będzie łatwiej, może wiele kwestii się poukłada, może w końcu znajdzie też pracę i przynajmniej w kwestii finansowej nieco odetchnę. I może w końcu wszyscy dookoła przestaną szafować starym imieniem, kiedy ona nie słyszy. To szafowanie jest bowiem bolesne nie tylko dla niej, ale też dla całej naszej trójki. Robi w głowie wielki bałagan. Roszę uszanujcie. Dead name – nie bez powodu tak jest właśnie określany.
I to chyba tyle na dziś. Więcej osobistych wywodów zza kulis będzie w następnych dniach. Dobrej środy!
Ps. Kadry z samotnego, codziennego trekkingu, który wrócił do menu po ustąpieniu upałów.



3 komentarze
„Czasem ta jedna jedyna miłość przychodzi do człowieka w wieku 17 lat, a czasem w wieku 50…” za to zdanie dziękuje Pani Kasiu szczególnie, zważywszy na fakt, że jestem na życiowym zakręcie po kilkunastoletnim życiowym rollercoasterze . Pozdrawiam
Trzymam zatem kciuki, żeby ten życiowy zakręt przyniósł coś dobrego!
W sierpniu bawiłam się na weselu cudownej pary młodych ludzi, którzy są ze sobą od drugiej klasy liceum, a teraz kończąc studia postanowili wejść w dorosłe życie jako małżeństwo. Są młodzi, szczęśliwi, zakochani i świata poza sobą nie widzą. Jestem przekonana, że tak pozostanie im przez długieeeeee lata. I tak: wiek nie ma znaczenia, kiedy się kocha i ma się tą drugą osobę przy sobie.
Trzymam kciuki za Ciebie Kasiu, Mikołaja i Lucy. Niech Wam się dobrze wszystko układa.