Początek kwietnia i karkołomności
Jakkolwiek zabrzmi to banalnie – nie chce mi się wierzyć, że marzec już przeleciał. Obok stycznia i października jest do dla mnie miesiąc, który zdaje się nie mieć końca. A tu szast prast i po marcu ślad zaginął.
W mroku poranka przed barem w Biforco zameldował się kwiecień. Niezdecydowany pogodowo, nie wie jeszcze czy mu duchowo bliżej do marca czy do maja. Miejmy nadzieję, że się poprzednikiem nie będzie inspirował, bo i tak nam się życie po marcowych hulankach mocno skomplikowało, czego dowodem jest chociażby moja dzisiejsza wyprawa.
Coś, co wcześniej było tylko łatwe i przyjemne, teraz nadal jest przyjemne, ale też długie, karkołomne i stresujące.
Tak czy inaczej od tygodnia już łamałam sobie głowę, jak to wszystko zorganizować, bo plan na dziś napisał się chyba jeszcze w grudniu i nie dopuszczałam do siebie myśli, że będę musiała wszystko anulować. Najpiękniejsze miasto, wyczekana wystawa i doskonałe towarzystwo. Ooo nie, tak łatwo się nie poddam!
Kwietniowe zapowiedzi
Tak oto dzisiejsze atrakcje i spotkanie stają się doskonałą zapowiedzią kwietnia, który tak właśnie się rysuje – wyjątkowo intensywnie i kolorowo. Będą Goście w Domu z Kamienia, będą spotkania w Ukochanej i nie tylko – mam nadzieję, że jednak oddadzą nam porządną drogę, będzie mała, a może nie taka mała, podróż z Dzieckiem, będą trekkingi, święta gdzieś tam po drodze, znów spotkania i tak dalej i tak dalej. Żeby tylko pogoda nam dopisała, bo zawirowań aury mamy wszyscy „po kokardy”.
Kwiatki Mikołaja
– Śmigus Dyngus! – obwieszcza Mikołaj, kiedy ciemnym świtem mkniemy do Faenzy.
– Chyba Prima Aprilis?
– A to nie to samo?
– Nieee…
– To kiedy jest śmigus dyngus?
– W Wielkanoc, lunedì di Pasqua, po polsku lany poniedziałek.
– To ludzie na śmierć Chrystusa polewają się wodą?
– Raczej na Zmartwychwstanie.
– To i tak trochę dziwne.
Przez chwilę sama się nad tym zamyślam.
– Masz rację. Dziwne. A ja w ogóle nigdy nie lubiłam lanego poniedziałku.
– Samochód to jest takie żywe zwierzę – Mikołaj nagle zmienia temat.
– Zwierzę jest ogólnie żywe.
– Albo martwe, tak jak auto, kiedy się zepsuje.
– Czyli po prostu auto jest jak zwierzę. Kropka.
– Serce to silnik i ma te wszystkie cośki – jedną rękę odrywa od kierownicy i pokazuje na maskę.
Na horyzoncie się przejaśnia, słońcem wita się nowy dzień. Kwiecień wchodzi na scenę, a my Gratkiem mkniemy do Faenzy i słuchamy Lucio Battisti…



3 komentarze
A tak miło się czytało.
A tu KONIEC :(:(:(
Dobrego dnia…:):):):):):)
<3 Dziś będą Impresjoniści na pocieszenie <3
Za krótko i za mało tych kwiatków Mikołaja ;).