Głos
Zamiast pisać komunikuję się z ludźmi najczęściej przez wiadomości głosowe. Tak jest szybciej, precyzyjniej, wydajniej, łatwiej przekazać emocje. Kiedy kończę lekcje i ruszam do Marradi po zakupy, zwykle wisi już kilka wiadomości czekających na odpowiedź i gdybym miała maszerować i jednocześnie pisać, to przede wszystkim wcześniej czy później weszłabym na jakiś słup, spadła ze skarpy albo wtarabaniła się pod auto, a po drugie nie przekazałabym nawet połowy tego, co chciałam.
I tak oto nagrywam… Kilka sekund, pół minuty, minuta, dwie, pięć dziesięć… Potrafię się rozkręcić! Podobno niektórzy bardzo lubią te moje wiadomości, uważają nawet, że mam radiowy głos…
– Może mi nie nagrywać wiadomości głosowych? – beszta mnie Mikołaj od progu.
– Jeśli pada, a ja mam w ręku parasolkę, to ciężko mi pisać wiadomości.
– Wystarczy, że napisze szybko dwa słowa, a nie 20 sekund zmarnowane, żeby odsłuchać co mówi!
– Jak mnie już kiedyś nie będzie… – szybko podłapuję taktykę Mikołaja, on jest specjalistą od takich chwytów działających na emocje – to będzie ci moich wiadomości brakowało.
– Odsłucham sobie te stare – ucina bezwględnym tonem.
Szach mat.
Toskańska kolacja
Pewnego dnia, kiedy Mario był jeszcze w szpitalu, powiedział, że marzy o tym, żeby zjeść trippę – oczywiście trippa alla fiorentina. W piątek podreptałam więc do sklepu mięsnego, kupiłam flaki i na kolację przygotowałam toskański klasyk. Mikołaj przywiózł Mario tym razem do nas i tak szpitalne marzenie stało się rzeczywistością.
– Ale ty masz bluzę! – skwitował przyglądając się mojemu outfitowi.
– Dziś Toskania w pigułce – zażartowałam i wzięłam do ręki butelkę wina – trippa, chianti i Botticelli!
Po kolacji jeszcze dłuższą chwilę siedzieliśmy przy stole, a ja opowiadałam o moich trekkingowych planach. Nic nie powiedział, choć wiem, że się martwi. Będzie się martwił jak nie wiem co, póki znów nie postawię stopy w Biforco. Tak już ma, ale znamy się wiele lat i Mario zdążył się nauczyć, że jeśli na coś się uprę, to nic mnie nie zatrzyma.
Castellone w sobotnie popołudnie
Resztki średniowiecznej fortecy, które górują nad Biforco znają chyba wszyscy czytelnicy bloga. Bywalcy Marradi znają je jeszcze lepiej, bo każdego wcześniej czy później ciągnę właśnie tam na pierwszy trekking. Plan na sobotnie popołudnie urodził się zupełnie przypadkiem i tak spędziłam je na wysłuchaniu prelekcji na temat naszego i innych średniowiecznych zamków, a prelekcję tę zamknęło oświadczenie, że oto nasze Castellone stanie się wkrótce przedmiotem badań archeologów i i historyków.
Prawdopodobnie już latem zostanie tu urządzone stanowisko badawcze i ruszą wykopaliska. Myślę, że szczególnie z tej wieści ucieszy się Bolońskie Dziecko.
Marzec już prawie dobiegł do mety. Przestało nareszcie padać i od jutra wiosna ma nas podobno rozpieszczać. Ja myślę, że to już najwyższa pora…
Dobrej nocy.



2 komentarze
Czy ja dobrze pamiętam że kiedyś rozmawiałyśmy że chciałabyś uczestniczyć jeszcze w swoim życiu w wykopaliskach archeologicznych? Szast prast i masz 🤣 proszę bardzo, musisz się tam zakręcić z miotełką i szufelką 🤣
ha, ha 🙂
Ja też tylko nagrywam głosówki. ZDECYDOWaNIE szybciej!
Piszę jak akurat nie mogę mówić 🙂