Powrót do codzienności
Intensywny sierpień, kumulacja wydarzeń, cammino… Aż w końcu zrobiła się połowa września, a my wracamy do codzienności, która towarzyszy nam przez większą część roku. To ta najulubieńsza codzienność i mimo tylu pięknych zdarzeń z ostatnich tygodni, brakowało nam jej.
Z jednej strony żal lata – choć ono, nawet jeśli już nie upiornie upalne, dalej pięknie nam trwa, a z drugiej tak dobrze znów zasnąć pod przykryciem w najczulszych objęciach. Żal godzin światła, którego ubywa, ale to światło teraz wyjątkowe, aksamitne, welurowe. Żal brzoskwiń i melonów, ale wspaniale smakują też śliwki i winogrona. Żal zimnych obiadów i kolacji, a z drugiej strony tak miło znów coś na ogniu ugotować.
Dziś dzieci wróciły do szkoły. Czasy kiedy i bobasy w Domu z Kamienia pakowały plecaki i zakładały fartuszki wydają mi się jakąś odległą epoką, a to przecież nie było znów tak dawno temu…
Koniec czasu wakacyjnego czuć na każdym kroku. Powoli życie miasteczka przestawia się na jesienny rytm. Już za trzy tygodnie pierwsza sagra kasztanowa.
Organizacja nowego roku
Układam na nowo grafik lekcyjny i przy okazji napiszę, że poza poniedziałkiem godziną 7.00 nie mam już wolnych miejsc, ale gdyby ktoś o tej „nieludzkiej” porze chciał się ze mną uczyć języka włoskiego – serdecznie zapraszam.
Przede mną pracowita niedziela – pracowita tak, jak lubię, czyli z Nikonem w ręku, choć wydarzenie mało inspirujące. Tutaj więc rozpuszczam wici – ślub, przedślubnie, poślubnie, ciążowo, rodzinnie, z okazji czy bez – bardzo chętnie uwiecznię Was w moim obiektywie. Posyłajcie wici w świat.
Chciałabym zacząć pracę nad nową książką, ale jeszcze ostatnia „Toskania z plecakiem” prosi się o uwagę w kwestii promocji – w tym jestem beznadziejna, więc też zwracam się z prośbą do Was – ślijcie w świat, niech nie zarasta kurzem na księgarnianych półkach. Pozostałe trzy tytuły też oczywiście nie mogą zaginąć bez echa.
Niezmiennie też polecam się ze spacerami autorskimi po Florencji i wakacjami w Marradi. Miłe rzeczy dobrze jest planować wcześniej.
I na koniec blog i wirtualna kawa – zaglądajcie, czytajcie, komentujcie, jeśli znajdziecie chwilę, udostępniajcie, a jeśli dodacie do tego czasem wirtualną kawę, będzie mi bardzo miło, każde wsparcie jest na wagę złota.
Mam nadzieję, że w końcu w najbliższych dniach zbiorę się, żeby opowiedzieć o różnych tsunami z ostatnich miesięcy – to takie opowieści w sumie ku pokrzepieniu serc, nawet jeśli na początku zwaliły z nóg.
Pięknego środka września!


