Warsztatowe telegraficzne podsumowanie
Warsztatowe Dziewczyny vel Czarownice już pożegnały Marradi i po naszych warsztatach zostały tylko wspomnienia. Były to warsztaty bardzo nietypowe, szyte na miarę, komponowane na życzenie, żeby mogły leżeć każdemu jak ulał. Oczywiście pogoda nieco szyki pokrzyżowała, ale my ulałyśmy sobie wszystko na miarę od nowa. Nie z takimi demonami jak burza Czarownice nie raz muszą dawać sobie radę.
W sumie najmniej było w tym wszystkim gotowania i trekkingu w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale kroków przewędrowałyśmy tysiące, a podniebienia rozpieszczałyśmy na wiele sposobów. Poza tym było ile dusza zapragnie frizzante, ciepła, miłości i… czarów, czarowania, zaklinania, bajania.
Warsztatowe dziękuję
Jestem wdzięczna, zaszczycona, wzruszona tym, że dziewczyny postanowiły do Marradi powrócić, pokazać to miejsce przyjaciółkom, że jeszcze raz mi zaufały i że tak pięknie i z uwagą mojego bajania słuchały. Bardzo Wam za ten czas dziękuję i mam nadzieję, że za tym kolejnym piątym razem spotkamy się znowu, obiecuję, że znów postaram się Was czymś zaskoczyć.
Dziękuję też Mojej Drugiej Parze Hoka za bycie obok, za wspieranie ciałem i duchem, za jednoczenie się w byciu towarzyszem przy stole, przewodnikiem na szlaku, za bycie moim niezawodnym emergency, za niegasnącą nigdy wiarę we mnie.
Teraz po tygodniach rollercoastera towarzyskiego wracamy powoli do naszej zwykłej, spokojnej rutyny. Pierwszą rzeczą, za którą się zabrałam w nagrodę dla relaksu, było dopracowywanie szczegółów naszego wrześniowego cammino… Jeszcze tylko 9 dni i znów zarzucę na ramiona plecak, znów będę kolekcjonować pieczątki i wędrować przez bajkową krainę. Tym razem w tej wędrówce będzie mi towarzyszyć Moja Druga Para Hoka i to jest już dla mnie pełnia szczęścia.
Nim jednak wsiądziemy do auta i Gianly powiezie nas na południe czeka mnie jeszcze trochę lekcyjnej pracy oraz garść ważnych zaległych opowieści.
Dobrego dnia, a na deser warsztatowa ROLKA.


