Przelotem
Buongiorno w kolejny letni poniedziałek. Jestem przelotem i przelotem się witam, żeby dać tylko znak życia po dwóch dniach ciszy. Warsztatowy rollercoaster dalej pędzi, więc tak naprawdę będę tu znów na spokojnie dopiero od jutra.
Za nami bardzo intensywne dni – oprócz warsztatów była też najbardziej zwariowana marradyjska noc – Noc Czarownic, na której moje warsztatowe Czarownice pięknie się odnalazły. Szczegółowa relacja foto z sobotnich wydarzeń pojawi się na spokojnie w tym tygodniu, kiedy już znów wyląduję na ziemi.
Tymczasem…
Jak należy
Po piątkowym buncie pogodowym, który zmusił nas do wywrócenia całego warsztatowego planu do góry nogami, nastał spokój i ostatecznie wszystko nam się pięknie udało, poza jedną małą bolączką – niestety wejście na kopułę Brunelleschiego przepadło. Ale może trzeba na to spojrzeć od dobrej strony – może dzięki temu kochane Czarownice znów w moje strony jeszcze powrócą?
Cieszę się, że udał nam się trekking i mogłyśmy powędrować do Pigary, a ja mogłam do woli bajać o kasztanach. Cieszę się, że frizzante stało się ulubionym słowem, że toast okraszony rubasznym zawołaniem tak lekko wszedł w nawyk, że lokalne wędliny i sery smakowały, że smakowała też wczorajsza pizza, że wyszło nam pięknie gotowanie, nawet jeśli poszłyśmy na łatwiznę korzystając z makaronu Beatrice, cieszę się, że koniec końców udało nam się dotrzeć do Florencji i z tych kilku godzin wycisnęłyśmy całkiem sporo (nie tylko potu), choć pewnie chciałoby się więcej i jeszcze i bardziej…
Dziś już ostatni wspólny dzień w grupie – przed nami kolejne zacne miasto, o którym do bajania nie jestem aż tak przyzwyczajona, więc będzie to spore wyzwanie i w końcu wieczorem pożegnalna kolacja, którą – mam nadzieję – posumujemy pięknie te kilka wspólnych dni.
Na mnie już czas, bo niedługo na stację wjedzie pociąg. Dobrego dnia! PIęknego tygodnia, w którym sierpień zacznie się z nami żegnać.



Jeden komentarz
Najwyraźniej niedługo trzeba będzie nastawić dereniówkę 😉