Prawdziwe życie
Mecz, studia i kto szuka księcia
Kurier przyniósł dziś przesyłkę z elementem mojej karnawałowej stylizacji i kiedy założyłam na siebie cudo lila róż, aż się uśmiechnęłam do lustra. Tylko mi księcia brakuje i Disney jak nie wiem co! Czasem wystarczy tak niewiele, żeby uśmiech pojawił się na twarzy. Bal karnawałowy w teatrze już w następną środę i mam nadzieję, że nic nie przeszkodzi nam w zabawie.
– Spałeś na lekcji? – pytam Mikołaja przy obiedzie
– O Jezu, napisali coś?
– Nie nic w registro (dziennik elektroniczny) nie było, ale rano przecież sam mi powiedziałeś, że się zdrzemniesz.
– Zasnąłem… O tak – tu demonstracyjnie rozsiadł się trochę jak kowboj w starych westernach – głowa mi sama opadła.
– Ty zwariowałeś? A co na to nauczycielka?
– Chyba nie zauważyła. Poza tym pytała innych, a ja już wcześniej dobrze odpowiedziałem.
To, że Mikołaj w ogóle pojechał do szkoły było dla mnie prawdziwym wyczynem. O piątej rano wrócił z meczu Fiorentiny na San Siro, przespał się godzinę, a potem wstał i poszedł karnie na stację.
– Patrzy! – pokazał mi kilka filmów nagranych z dalszych trybun, a widząc moje skonsternowane spojrzenie zaraz dodał – chyba się cieszy, że kocha Florencję.
– Cieszy się cieszy… Co ma się nie cieszyć…
Fiorentina niestety przegrała, ale ten fakt pozostawiam bez komentarza, bo ani się na tym nie znam ani mnie tam nie było. Mikołaj tak czy inaczej wrócił ubawiony i zachwycony mediolańskim stadionem, który miał okazję zobaczyć po raz pierwszy w życiu na własne oczy.
Poza tym z ostatnich poruszających nowości – ten mój mały Bobas zapisał się na TOLC, czyli wstępny test kompetencji na studia, a to znaczy, że znów dzieje się „sajens fikszyn”. Nie zdradzę, jeszcze na jaki kierunek wybiera się Mikołaj, bo najpierw musi przecież zdać maturę, ale ja sama bardzo mu w tym wyborze kibicuję.



Jeden komentarz
Codzienność nie zawsze jest różowa a że ostatnio piszesz mniej zachwytów to trudno się dziwić w końcu Mario jest częścią Twojego życia i jednocześnie bloga. Mam nadzieję, że w końcu los się uśmiechnie i będzie coraz lepiej. Pozdrawiam, Karolina