Wielka podróż Mikołaja
Równo z zakończeniem moich porannych lekcji i z „dzwonkiem” na obiad, do domu wrócił Mikołaj. Nie było go prawie miesiąc… Wrócił pełen tęsknoty za tym, co przeżył i żalu, że już się skończyło. Wyciągnął pamiątki, album ze zdjęciami, które już zdążył wywołać i opisać i długo opowiadał…
Teraz już mogę zdradzić kierunek jaki wybrał na swoją podróż, a kto go zna, choćby z blogowych opowieści, ten pewnie bez trudu domyślił się, że Mikołaj pojechał na północ, do kraju Wikingów!
Wyruszył rankiem z Bolonii, dojechał do Monachium i w Monachium przesiadł się w pociąg do Hamburga. Tam dotarł późno wieczorem i zatrzymał się na nocleg, ale już około 6 rano wsiadł do następnego pociągu, tym razem do Kopenhagi. W Kopenhadze był krótko, bo czekał już kolejny pociąg – do Goteborga w Szwecji. W Goteborgu miał więcej czasu na przesiadkę, więc znalazł czas, żeby na spokojnie po mieście się powłóczyć. Po kilku godzinach wsiadł do przedostatniego pociągu – i to był chyba najbardziej nerwowy moment podróży, bowiem pociąg ten wyruszył z dużym opóźnieniem, a w Oslo późno wieczorem Mikołaj miał się przesiąść w ostatni już pociąg – nocny i docelowy do Bergen.
Problemem było nie tylko to, że jeśli na ten pociąg by nie zdążył, to pozostałoby mu spanie na stacji albo szukanie na szybko noclegu w Oslo, co na pewno o północy nie byłoby ani łatwe ani „niskobudżetowe”, ale przede wszystko to, że na drugi dzień zostały tylko najdroższe bilety i to dopiero po południu, podczas gdy według pierwotnego planu o poranku w Bergen do Mikołaja mieli dołączyć przyjaciele z Polski i wszyscy razem ruszali na pieszy tour – survival z plecakami.
Kiedy przeżywałam ten nerwowy moment i wspomniałam o tym na blogu wylał się na mnie nawet hejt, że się nad „tym moim Mikołajkiem” roztkliwiam. Ktoś widocznie nie ma dzieci albo chociaż krztyny empatii i przede wszystkim poczucia humoru, bo o zdarzeniach pisałam już z dystansu, ale celowo – dla hecy z przerysowaną manierą przejętej matki.
Na szczęście tamtego wieczora wszystko się dobrze potoczyło. Po interwencji u capotreno okazało się, że nie tylko jeden Mikołaj na ten pociąg musi zdążyć, więc koniec końców połączenia się spięły i każdy dojechał tam, dokąd zmierzał.
Rankiem, tak jak było zaplanowane mój podróżnik wysiadł w Bergen i niedługo potem dołączyła do niego reszta brygady. Tak oto wielka przygoda miała swój ciąg dalszy.
Po Bergen przyszedł czas na Polskę, Litwę i Słowację. W kwestii podróży w tym roku można powiedzieć, że Mikołaj rozbił bank. Teraz pewnie chwilę to zajmie, zanim osiądzie w codziennym, biforkojwym klimacie. Zew przygody raz w człowieku obudzony, potem już nigdy nie ginie… Coś o tym wiem.
Przy okazji rada dla tych, którzy planują swój „interrail” albo dla Waszych dzieciaków – warto na przesiadkę mieć minimum godzinę. Wszyscy śmieją się z „punktualności” włoskich kolei, ale paradoksalnie tym razem pociąg z Bolonii odjechał punktualnie, czego natomiast nie można było powiedzieć ani o pociągu niemieckim, ani o szwedzkim.
Wrześniowa codzienność
Tymczasem wrzesień odbębnił pierwszą dekadę. Po niedzielnych perturbacjach pogodowych zrobił się… właśnie wrzesień, do soboty bowiem mieliśmy jeszcze upalne lato. Od pomidorów w ogródku aż czerwono, nie mam już siły ich zbierać, ani skakać wokół nich. Zrobiłam chyba 120 słoików przecieru i pomidorków w solance. W kuchni stoi skrzynka gruszek – dar od sąsiada, które też mam jeszcze zamiar przerobić. Poza tym Mario zebrał już dynie i pikantne papryczki, a ziemniaki stoją w skrzynkach w piwnicy. Ponadto zamroziłam kilka woreczków cukinii i jeżyn, więc można powiedzieć, że trochę zapasów na zimę udało się nazbierać.
Do szczęścia brakuje nam jeszcze trochę grzybów, które po tych deszczach – kto wie…
Dziś po raz pierwszy nie zostawiłam na noc otwartego na oścież okna. Myślę też, że powoli w wolnej chwili można zacząć przepakowywać garderobę. Potem nie będzie na to czasu, bo druga połowa września oraz cały październik zapowiadają się jako jedna wielka karuzela ludzi i zdarzeń.
Dobrego dnia!
PRZESIADKA, POŁĄCZENIE w tym znaczeniu to po włosku COINCIDENZA


