Przerwa w dostawie prądu
Wrzesień zaczął się tak pracowicie, że już chyba bardziej się nie da. Od sprzątania, przez lekcje i ustalanie ślubnych planów (nie moich oczywiście) na pizzy kończąc. Zazwyczaj takich wieczorów, kiedy biegałam jako kelnerka i działałam jako prawa ręka pizzaiolo było w sezonie kilka. W tym roku jednak dopiero na zakończenie lata myśliwi zorganizowali kolację pod gwiazdami przy ich skromnym, kamiennym domu, a ja cieszę się, że mogłam znów wejść w tradycyjną dla tych wieczorów rolę.
Między jednym niedzielnym działaniem, a drugim spakowałam plecak. Pakowałam ten plecak z troskami na ramionach i z tymi troskami niestety wyjeżdżam. Tak widocznie już musi być…
A zatem uciekam na trzy dni. Uciekam, żeby pobyć sama ze sobą, nim rozpędzi się jesienny kołowrotek. Mam nadzieję, że troski gdzieś po drodze uda mi się zgubić. Może aura podróży przywoła nawet uśmiech – tak bardzo mi potrzebny.
Pięknego dnia i „do zobaczenia” już wkrótce.


