Jeszcze jedno wydarzenie na marradyjskim placu
W Marradi niczego nam nie brakuje. Były już jarmarki, biesiady, trekkingi, dyskoteki, spektakle, koncerty, spotkania literackie, mecze, zawody bokserskie, spacery, zabawy, a na koniec jeszcze pokaz mody.
Od mody sportowej, przez elegancką, z akcentem bieliźnianym, na sukniach ślubnych kończąc. Każdy sklep mógł wczoraj zaproponować coś od siebie. Myślę jednak, że najbardziej marradyjską propozycją, były stroje na polowanie i trekking – jak na prawdziwych „montanari” przystało.
Jeszcze jeden wieczór, jeszcze jedno wyjście z domu, jeszcze jedna okazja do spotkania, rozmowy, wypicia kieliszka prosecco. Była to ostatnia wielka impreza kończąca letnią serię atrakcji. Oczywiście jako miasteczko kasztanów cieszymy się przywilejem dwóch „wysokich sezonów”. Wkrótce nastanie październik, a ten miesiąc w Appennino to jak drugie lato z turystami, sagrami i smakołykami. Mam nadzieję, że tak też będzie w tym roku.
A tymczasem zakwitły już pierwsze cyklameny...
Tymczasem zakwitły już pierwsze cyklameny, a sierpień rozpoczyna ostatni tydzień. Mam nadzieję, że na dziś uda się chytry plan, choć nawet jeśli się nie uda, to zawsze w odwodzie jest plan B, którym jest leżak pod moim szczęślinem. To też bardzo dobry plan.
Kwiaty clerodendrum i z wyglądu i zapachem przypominają jaśmin. Powoli zaczynają już opadać, ale nadal roztaczają dookoła upajający zapach.
Niestety pod tym moim szczęślinem ucichły już cykady. Wczoraj uderzyła mnie cisza! Wiem, że gdzie indziej dalej trajkoczą jak najęte, ale w Domu z Kamienia ich koncert już dobiegł końca, nawet jeśli upał nadal trzyma nas w objęciach.
Cieszę się na ten ostatni sierpniowy tydzień, bo jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to będzie w nim i Florencja i spotkanie z dobrymi znajomymi i festiwal ceramiki i pizza u myśliwych, a na koniec spakuję mój śliczny fioletowy plecak!


