Pani od makaronu
– Co chcesz dziś jeść? Ryba czy mięso? – zapytałam Mikołaja, bo tak się złożyło, że spędziliśmy dziś prawie cały dzień razem, więc i razem wypadł nam również obiad.
– A może kupimy spoja lorda u mamy Cateriny, jeśli już jedziemy przez Brisighellę?
– To wcale nie jest głupi pomysł…
– Ale chce czy nie?
– Pewnie, że chce.
Co ciekawe, w sklepie mamy Cateriny, nie wiedząc, że to mama Cateriny – ba! nie wiedząc jeszcze w ogóle o istnieniu Cateriny – byłam kilka lat temu, kiedy szukałam spoja lorda, aby sfotografować ten typowy dla Faenzy i Brisighelli makaron na potrzeby mojej drugiej książki.
L’Arte del matterello, czyli sztuka wałka – tak się nazywa bottega w Brisighelli, w której mama Cateriny sprzedaje robiony przez siebie makaron i o którym sława wychodzi poza granice miasteczka.
Weszliśmy obydwoje do środka, gdzie Beatrice przywitała nas serdecznym uśmiechem, ale zaraz nieco się zmieszała, bo moje kochane dziecko, nie pomyślało, żeby w pierwszej kolejności mnie przedstawić, a ja sama z żadną autoprezentacją się nie wychylałam, nie będąc pewna czy to jest właśnie mama Cateriny.
Nie raz już się zdarzyło, ze ktoś patrząc na te ponad 190 metrów obok mnie, nie dowierzał w moje matkowanie. Tak też było i tym razem.
– Twoja mama jest taka młoda? – zapytała zdziwiona Beatrice, a ja poczułam się jak nieletnia matka.
– Z tą młodością to ja bym jednak nie przesadzała.
– Taka młoda… naprawdę to twoja mama? – kobieta za ladą puściła mimo uszu moje słowa i szczerze się uśmiechnęła.
Wymieniłyśmy kilka zdań, co dla mnie było przemiłą i wzruszającą chwilą, z Mikołajem ucięli sobie oczywiście nieco dłuższą pogawędkę, bardzo po domowemu, a potem przeszliśmy do części zakupowej.
– Spoja lorda już cała dziś sprzedana. Mam zielone tortelli z dynią.
– To weźmiemy tortelli z dynią. Jak najlepiej je podać?
– Oliwa, dużo pieprzu i parmezan albo na fonducie z parmezanu, tak jak Mikołaj lubi.
Zanim się pożegnaliśmy Beatrice dorzuciła nam kilka słodkich przysmaków. Wszystko było pyszne, a obiad choć „na lenia”, to jednak prawdziwie domowy. Polecam Wam gorąco bottegę Beatrice, jeśli będziecie w okolicach Brisighelli. Polecenie jest z głębi z serca, bo reklamy, jak widać po wyprzedanym towarze, „sztuka wałka” nie potrzebuje.
Dziwny czas
Niby wszystko idzie dobrze, a tyle dupereli się plącze nie tak, jak powinny. Na przykład – przyszły te wyczekane buty. I co? I to, że jednak co Hoka to Hoka i niestety La Sportiva (przynajmniej ten model) nawet się do nich nie umywa. Zawód.
Poza tym po raz pierwszy od lat miałam rozmowę o pracę, bo muszę teraz z OCZYWISTYCH WZGLĘDÓW pracować jeszcze więcej, więc szukam różnych, dodatkowych rozwiązań, ale ostatecznie ta rozmowa tyle samo była warta, co wspomniane wyżej buty. Strata czasu.
Mimo niby tysięcy wejść na bloga, na moje prośby odpowiada niezmiennie ta sama garstka wiernych Czytelników (grazie!!!) i prośba o polubienie profili na social media skończyła się zmniejszeniem liczby obserwujących… Bez komentarza.
Stłukłam całą butelkę oliwy. I tu nawet nie będę pisać o przesądzie jaki panuje w Italii…
Zrobiło się zimno jak nie wiem co, nie wiem jak te ostatnie cyklameny wciąż mają siłę trwać…
I w końcu dla równowagi coś dobrego: dostałam całą skrzynkę super ekologicznych, świeżych warzyw.
Bardzo dziwny ten czas teraz.
Dobrego wieczoru.



4 komentarze
Kasiu, wszystkiego dobrego dla Ciebie. Przesyłam też spóźnione, ale bardzo serdeczne życzenia imieninowe-bądź zdrowa i szczęśliwa ❤️🌻🥂
Dawno mnie nie byłow Twoim Domu z Kamienia, bo i ja musiałam podejmować decyzje, których wolałabym nie podejmować…Takie życie…
Mam nadzieję, że wkrótce znów będę tu częstym gościem.
Niech Ci się wszystko pięknie układa. Ściskam mocno.
Bardzo dziękuję – z wielkim opóźnieniem, ale z serca !
Przepysznie wygladaja te tortelli z dynia. Zeby odwrocic omen nieszczescia po rozlanej oliwie, nalezy wetrzec kilka jej kropli za kazde ucho. Pozdrawiam serdecznie Kasiu.
Teraz już będę wiedziała, choć mam nadzieję, że oszczędzę sobie na przyszłość takiego marnotrawienia ….