Listopad się wypogadza, a głowa mroczna
Koniec listopada przyniósł słońce i ziąb. Wiadomo, że jak się wypogadza po takich deszczach zimą – bo dla mnie to już zima – to temperatury lecą na łeb na szyję.
Powietrze było jak kryształ, jestem pewna, że z Lavane widać było Ravennę i przedgórze Alp. Dolina wyglądała tak, jakby ktoś w programie do obróbki zdjęć za bardzo podkreślił kontrast i nasycenie barw. Pięknie się z zrobiło, naprawdę pięknie, Apeniny powoli robią się grafitowo niebieskie…
Niestety tym razem z tym pięknie nie zsynchronizowała się głowa.
Trudny czas, czas który nie chce się wyprostować, wyciszyć, ustabilizować. Wciąż mam wrażenie, że jestem na rozchybotanej łódce i muszę balansować jak ekwilibrysta na linie, żeby nie wpaść do lodowatej wody…
Test butów i sen
Przy zakupie butów – zawsze jestem w takich sytuacja ostrożna – wykazałam się idiotyzmem poziom master. Nie sprawdziłam przed zakupem warunków zwrotu towaru i jak się okazało, że odesłanie tych nieszczęsnych butów to skórka za wyprawkę, to ostatecznie postanowiłam je zostawić i nawet przetestować na szlaku.
Tam rzeczywiście zdały egzamin i przyznam, że ich agresywna nazwa Raptor, rzeczywiście idealnie oddaje zachowanie na szlaku. Jednocześnie nie wyobrażam sobie pokonać w nich 50 km po asfalcie, a w czasie cammino tak się przecież zdarza…
I tu właśnie Hoka nie ma sobie równych. Od razu zaznaczę, że to nie jest płatna reklama, tylko szczery zachwyt. Bardziej wygodnych butów do marszu na ponad 100 km sobie nie wyobrażam.
Trudno, teraz będę się męczyć i na przyszłość wnikliwiej sprawdzać wszystko. Nauczka.
Sobota przyniosła bezsenną noc i pół przespanego dnia, bo w końcu głowa musiała się zregenerować. Zdecydowanie jednak wolałam zarywać noce dla moich dansów, niż z innych powodów.
Mam nadzieję, że kiedyś nastanie nieco lepszy, spokojniejszy czas.
Dobrej nocy.


