Styczeń, 2025
– Lubi d’Annunzio?
– Za mało zna, żeby lubić. Ale on miał chyba faszystowskie skłonności.
– Wcale nie. Nie lubił Mussoliniego. Mussolini wziął sobie niektóre z jego tesktów. Moja nauczycielka mówi, że najlepszym dziełem d’Annunzio jest jego życie.
– O! To ja chyba mogłabym powiedzieć to samo o sobie?
Popatrzył na mnie ze zmarszczonym czołem.
– No co? Czy ja mam nudne życie?
– No nie – nie wydawał się przekonany – ale się nie pojedynkuje.
– Zwariowałeś! Ja życie za bardzo kocham.
– Hemingway się pojedynkował… – dodał tonem, jakby chciał wzbudzić moje poczucie winy, że ja to nic, żadnej draki.
– Ja bez pojedynków mam bardzo ciekawe życie. Po co miałabym ginąć albo nie daj Bóg kogoś zabijać?
– A kto zabija?
– No dobrze, nie chciałabym, żeby mi ktoś przez jakieś „honory” ucho odstrzelił.
– Van Gogha dziś omawialiśmy.
– To w temacie ucha?
– Nie, po prostu mówię, co robiliśmy.
– O! To mogłeś się pochwalić swoimi wrażeniami z Arles.
– Rzeczywiście dużo o Arles mówiliśmy. Niektóre jego obrazy są takie banalne.
– ?
– La Notte Stellata… Wziął, wyjrzał przez okno i namalował.
– Ale tam chodzi o kolory! Wiesz co pisał o tym obrazie w liście do Theo?
Moje pytanie zbył milczeniem, a zamiast tego dalej ciągnął wywód:
– Właśnie! O jego obrazach wszystko wiadomo, bo on sam szczegółowo o nich opowiadał bratu. Ja tak czy inaczej bardzo lubię „portret doktora” – wyciągnął telefon, na którym wyświetlił się obraz Le Docteur Paul Gachet i zaraz zaczął pobieżną analizę. – On pomagał Van Goghowi wyjść z kryzysu, po tym jak ten wyszedł ze szpitala psychiatrycznego. Jego poza… widzi? – tu Mikołaj zaprezentował identyczną pozę opierając się na łokciu – ta poza stała się niemal symbolem, od tej pory tak przedstawiano malincon… malech…
Już nie dziecko, ale jeszcze codziennie razem przy stole. Celebruję ten czas. Buzia już zupełnie męska, ale nadal figliki migają w niebieskich oczach. Serce mi tylko pęka kiedy te niebieskie oczy z tego czy innego powodu wypełniają się czasem smutkiem. Takie to już uroki dorosłości…
Pięknego dnia.