Z rozczuleniem
Kiedy w piątek rano pakowaliśmy rzeczy do auta, ogarniała nas euforia, podekscytowanie i wzruszenie. Kolejny też raz nie mogliśmy się nadziwić jak bardzo zgrany tworzymy duet. W przygotowywaniu auta przypominaliśmy team mechaników formula 1.
Nie robimy wielkich podróży, bo chyba nawet nie ma w nas takiej potrzeby. Jest natomiast wielka potrzeba wojażowania razem gdziekolwiek. Razem – znów podkreślę – jest tu słowem kluczowym. Jest w nas. niemal dziecięca potrzeba odkrywania nieznanego (nie mylić z dalekim), zachwycania się światem, zdobywania nowych doświadczeń. W końcu znaleźliśmy siebie, żeby móc realizować to, co wcześniej drzemało gdzieś w zakamarkach duszy.
Wydawało się jakby dopiero wczoraj narodził się pomysł na tę właśnie podróż, a tymczasem podróż minęła i zostały kolejne wyjątkowe wspomnienia.
Orvieto, Lago di Bolsena i do ostatniej chwili niesprecyzowane południe Toskanii – to był plan na moją urodzinową podróż, jednak niedługo przed nią w czasie jednej z kolacji, kiedy gorąc trzymał w szachu dolinę i całe Włochy, Mikołaj natchnął nas, żeby zmienić destynację i pojechać w Dolomity. Szczęśliwie dla nas – posłuchaliśmy go i urodzinowa destynacja zawisła gdzieś w przestworzach czekając na lepszy moment. Ten moment nadszedł w połowie października…
Nie ma powrotów bez nowych planów
Kiedy na początku września wracaliśmy z Abruzzo, po raz pierwszy znaleźliśmy się w sytuacji, kiedy w kalendarzu nie było żadnej rezerwacji.
– Tak być nie może – zarządziłam i zaraz ustaliliśmy datę Orvieto.
Szczerze mówiąc dziś już nawet dobrze nie pamiętam, jak to się stało, że w ogóle kilka miesięcy temu wybraliśmy taką destynację – na pewno było to od słowa do słowa: „ja nie byłem tu, a ja tu, a ja tu chciałabym wrócić, a ja tu składałem przysięgę wojskową”, itd…
Dziś dzień pęka w szwach od zajęć i nie wyrabiam się na zakrętach, więc tytułem wstępu tylko tych kilka słów i ROLKA z pierwszego dnia.
Przez te trzy dni odwiedziliśmy trzy regiony: Umbrię, Lazio i Toskanię. Ja zrobiłam mój pierwszy w życiu trip rowerowy ucząc się od mojego eksperta. Zwiedzaliśmy zamki, jedliśmy pyszności, piliśmy wino, śmialiśmy się, snuliśmy plany na przyszłość, marzyliśmy, trzymaliśmy się za ręce, a ja pokonywałam swoje lęki… Ale o tym wszystkim będę bajać w następnych dniach.
Witajcie po przerwie!



Jeden komentarz
Cały weekend nie mogłam się doczekać nowej opowieści 😍 a od rana sprawdzam bloga a tu tak na zachętę tylko taki zwiastun 😄 Dobrze trzymasz w napięciu czytelnika 😁👌